Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

REKLAMA

Wydaje się, że czas zatoczył koło. Łazienka, przez lata skrzętnie ukrywana w osobnych pomieszczeniach, dziś bywa częścią sypialni czy nawet salonu. Jeszcze nie często i niezbyt powszechnie, ale bywa.

Sypialnia i łazienka to pomieszczenia bliskie sobie nie od dziś. W XVII wieku łazienki co prawda jeszcze nie było, ale w mieszczańskich domach przy sypialni zwykle znajdował się niewielki pokój, w którym przechowywana była balia oraz wszelkie niezbędne do kąpieli akcesoria. W razie potrzeby służba wnosiła do sypialni stosowne sprzęty i tam przygotowywała panu lub pani kąpiel. Z której był już tylko krok do łóżka... (Oczywiście ubożsi mieszkańcy powszechniej korzystali z łaźni niż z dobrodziejstw kąpieli we własnym domu.)

Upływający czas rozdzielił funkcję sypialni i łazienki. I można też powiedzieć, że podniósł rangę tej ostatniej, wszak sto lat później księżna Izabela Lubomirska w swoim salonie kąpielowym podczas porannej toalety przyjmowała gości. Goście towarzyszyli księżnej przy upinaniu fryzury i wykonywaniu makijażu. Co ciekawe, obyczajowość pozwalała na to, by podczas tych czynności dama była w stroju niekompletnym. Wynikało to z faktu, że wszelkie zabiegi, które towarzyszyły upiększaniu kobiety traktowane były na równi z tworzeniem dzieła sztuki, tak więc ich publiczne wykonywanie nie nosiło znamion czynności wstydliwej.

Dziś - w dobie salonów piękności - dbanie o urodę i jej poprawianie nie jest niczym niestosownym. Podobnie jak mówienie o tym. Ale już \"otwieranie\" łazienki na sypialnię czy salon wciąż postrzegane jest jako rozwiązanie awangardowe. A często też odbierane jako niepraktyczne bądź wręcz niestosowne. O ile jednak jest to zrozumiałe w przypadku pomieszczeń w.c. służących wymagającej odosobnienia defekacji, to kąpiel od wieków postrzegana była jako czynność towarzyska i sprzyjająca integracji. Kultura term, łaźni, sauny podnosiła czynności higieniczne do roli obrzędu, a zaistniałą w tych sytuacjach nagość traktowała naturalnie - bez oznak wstydu czy niestosowności.

W miarę upływu lat kąpiel przeszła wielką mentalną transformację i została szczelnie zamknięta za drzwiami łazienki. Przestała też być traktowana jako czynność towarzyska, a zaczęła służyć wyłącznie higienie ciała. Ciała skrzętnie ukrywanego przed oczami innych osób. Wynalazek doktora Priessnitza ubrany w formę kabiny natryskowej jeszcze bardziej zdeprecjonował rolę kąpieli. Nie można oczywiście generalizować - wszak wieloosobowe wanny spa, dwuosobowe kabiny prysznicowe czy podwójne wanny to nic innego jak ukłon producentów w stronę tych osób, które wolą kąpiel w towarzystwie. Odpowiedzią architektów zaś jest otwieranie łazienek na sypialnie, salony, pokoje do ćwiczeń.

Prezentowane w tym numerze wnętrza tak właśnie traktują temat łazienki - włączają ją w inną przestrzeń towarzyszącą człowiekowi, obudowują nowymi znaczeniami. Łączy je właściwie tylko to, bo wszystko inne różni. Pierwsze z wnętrz imponuje konsekwentnym minimalizmem, drugie zapiera dech bogatą dekoracją.

Łazienki różni też użytkownik. Pierwsza to wnętrze prywatne. Właściwie jest to kilka wnętrz w jednym (sypialnia, łazienka, miejsce do ćwiczeń).

O tym jak bardzo intymne relacje łączą jego użytkowników mówią obecne w sypialni \"akcesoria\": wanna stojąca

w bliskim sąsiedztwie łóżka i aneks w.c. w otwartym na sypialnię wykuszu.

Druga łazienka to pokój hotelowy

w centrum rekreacyjno-wypoczynkowym w Kiermusach k. Tykocina. I choć dekoracja jest tu zupełnie inna niż w poprzednim wnętrzu, to założenia projektowe są takie same: odpoczynek, bliskość, wygoda. Stąd łóżko od wanny dzieli tylko krok, a toaletę - znajdującą się w wykuszu obok - dwa kroki. Królewski przepych i staropolska gościnność mogą tylko sprzyjać odpoczynkowi.

ANNA KOWALEWSKA

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA