Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

REKLAMA
Wydawać by się mogło, że czas „kapiących złotem” wnętrz mamy za sobą. Niekoniecznie – szlachetne kamienie i metale mają bowiem nieprzemijającą moc, o której trudno zapomnieć. Ich urok dla jednych tkwi już w samym blasku zdobionych nimi przedmiotów, dla innych w wartości, jaką posiadają. 

Minimalizm – metodycznie pozbawiany wszelkiego rodzaju szlachetnych ozdobników – zdążył już przyzwyczaić nas do swego ascetycznego oblicza. Nikogo nie zadziwia na wskroś industrialna łazienka, utrzymana np. w zimnych szarościach z dodatkiem szorstkiego betonu. Dziś taka stylistyka wydaje się być zdecydowanie mniej kontrowersyjna od tej, którą określić można mianem współczesnego powrotu do baroku – do „kapiących złotem” wnętrz i elementów wyposażenia. Może nie dosłownie – mało kto zdecydowałby się bowiem na całkowite „ozłocenie” swojej przestrzeni kąpielowej na wzór tych XVIII-wiecznych. Ale zwolennicy barokowego przepychu w łazience wciąż dają o sobie znać. Na marginesie masowej produkcji łazienkowej powstają bowiem małe dzieła sztuki, biżuteria przeznaczona wyłącznie do łazienki. Jak bowiem inaczej określić można wysadzaną ponad 100 diamentami baterię „Free” marki Visentin? Albo powstającą na zamówienie baterię „Solitare” firmy Nevobad wykonaną ze złota i brylantów?
Podobnych przykładów można znaleźć jeszcze kilka. Wobec produkowanych setek tysięcy klasycznych baterii czy akcesoriów łazienkowych, jest ich jednak naprawdę niewiele. Każdy taki „łazienkowy klejnot” stanowi bowiem rodzaj rękodzieła, które urzeka niepowtarzalnością i wyrafinowaniem. Ukonkretnia ludzkie marzenia o wyjątkowości. Z drugiej jednak strony – czy owej wyjątkowości nie można zaznaczyć w zgoła odmienny sposób? Zdecydowanie subtelniejszy niż np. ustawienie na brzegu wanny baterii w kształcie złotego łabędzia („Swan”, Jado)? Kwestię pozostawmy otwartą, bowiem o gustach się nie dyskutuje. Może zatem niebagatelną rolę odgrywa tutaj sama wartość takiego przedmiotu i kuszący blask klejnotów, który wciąż działa – nawet w czasach zdominowanych przez ascetyczny minimalizm.
Czy zatem złoto i szlachetne kamienie w łazience to snobizm czy może estetyczne wyrafinowanie? Archaiczne przywiązanie do przepychu czy umiłowanie dla tradycji? Jak śpiewała Marilyn Monroe: „Diamonds are a girl’s best firend”. Dlaczego zatem również i nie w łazience?

MARTA MATRACKA
ZDJĘCIA: SERWIS FIRM
REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA