Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

REKLAMA

Otwarta i intymna. Publiczna i prywatna. Taka jest właśnie prezentowana toaleta, znajdująca się w warszawskim klubie \"Labirynt\".

Charakter toalety nawiązuje do charakteru miejsca. To zaś jest specjalna sala wydzielona z przestrzeni klubu i przeznaczona dla wyjątkowych gości, tak zwanych vipów. Sali towarzyszy wyłącznie dla niej przeznaczona kuchnia i prezentowana na zdjęciach toaleta. W rezultacie całość przypomina raczej wygodny, prywatny apartament niż klubową salę. Tym bardziej, że wszystkie pomieszczenia utrzymane są w jednolitej estetyce. Tak więc Very Important Persons mogą się tu czuć naprawdę swobodnie i intymnie.

To, co widzimy na zdjęciach jest właściwie przedsionkiem prowadzącym do toalet. Dwie kabiny w.c. znajdują się za drzwiami widocznymi po obu stronach umywalki oraz - częściowo - za dużym lustrem jej towarzyszącym. Umywalka celowo została potraktowana w sposób rzeźbiarski. Umieszczona na specjalnie dla niej przygotowanym stelażu, odsunięta od lustra, tworzy samodzielny byt. W zamyśle projektantki miała być ona czymś na kształt źródełka spotykanego na placach wielkich miast. Miejsca łatwo dostępnego, gdzie każdy może podejść, obmyć dłonie, odświeżyć twarz. Dyskretnie ukryte za załomem ściany, niewidoczne dla gości siedzących na sali podajniki ręczników i kosze na śmieci zapewniają miejscu funkcjonalność nie burząc przy tym klarownej kompozycji.

Cechą charakterystyczną prezentowanej toalety jest jej otwarcie. Następuje tu ono na dwa sposoby. Pierwszym jest brak zamknięcia (odgrodzenia) toalety od sali, drugim obecność luster weneckich w kabinach w.c. Weneckim lustrem jest duże, nieregularne zwierciadło za umywalką, które jednocześnie stanowi fragment frontowej ściany kabin. Projektantka nie wahała się zastosować tego odważnego zabiegu ze względu na szerokość obu pomieszczeń, która wynosi zaledwie 120 cm. Jej zdaniem lustra weneckie sprawdziły się już w publicznych toaletach, ale wciąż są na tyle nowym rozwiązaniem, że zaskakują użytkowników i dostarczają im nowych doznań. O czym łatwo się można przekonać w wielu toaletach łódzkich pubów, gdzie lustra weneckie pojawiły się za sprawą Marka Janiaka i Wojciecha Saloni-Marczewskiego - wielkich zwolenników tej materii i tego rodzaju gry z użytkownikiem.

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA