Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

O tym, że w dzisiejszych łazienkach pojawiają się coraz częściej koncepcje, które eksponują wypływanie czy przelewanie wody wiadomo mniej więcej od roku. Ale nikt nie przypuszczał, że nastąpi tak szybkie upowszechnienie się tych pomysłów i to w tylu postaciach.

REKLAMA

O tym, że w dzisiejszych łazienkach pojawiają się coraz częściej koncepcje, które eksponują wypływanie czy przelewanie wody wiadomo mniej więcej od roku. Ale nikt nie przypuszczał, że nastąpi tak szybkie upowszechnienie się tych pomysłów i to w tylu postaciach.

Jest to chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo potrzebna była odmiana w dotychczasowym projektowaniu i postrzeganiu wnętrza łazienkowego. Ta odmiana bazuje na kilku podstawowych, skądinąd zarezerwowanych wyłącznie dla łazienki założeniach. Stawia wyraźnie dwa akcenty: na wodę, która ożywia i nadaje sens temu wnętrzu oraz na zmysły tego, kto z niej korzysta. Z połączenia tych dwóch założeń mamy szczególne podejście do wody, traktowanej już nie jako środek higieny czy terapii. Okazuje się, że woda może być wyposażona w pewien potencjał emocjonalny, który poprzez zmysły - wzrok, słuch i dotyk - z niezwykłą mocą może oddziaływać także na duszę. Bo obraz strugi wody, która wydostaje się swobodnie z szerokiej wylewki i spada nieskrępowana na dno umywalki jest niemal ikoną kontemplacji. Można zatrzymać się tu choć na chwilę i oderwać od codziennego biegu, można też spłukać ręce i biec dalej.

Z DWÓCH STRON. O ile jeszcze do niedawna ta koncepcja dotyczyła przede wszystkim sprzętów kąpielowych: kabin i wanien, gdzie wszelkiego rodzaju kaskady i deszczowe głowice dają ogromne możliwości, to obecnie widać, jak bardzo producenci baterii, umywalek oraz mebli rozwinęli ten kierunek. Zapowiadali go już wcześniej włoscy projektanci, którzy konsekwentnie rozpłaszczali formy umywalek tak, że stawały się one coraz częściej płaszczyznami z lekko wklęsłym środkiem, dalekimi od tradycyjnych umywalek - funkcjonalnie przecież naczyń o charakterze misy. To oczywiście konsekwencja traktowania umywalki jako rzeźby - obiektu zupełnie niezależnego i swoistego. Na dobry ład, dzisiejsze zmiany to uzupełnienie tego przekonania o jeszcze jeden element, który dynamizuje cały obiekt - o wodę. W ten sposób całość zaczyna nabierać charakteru domowej fontanny, co ma pewne tradycje w kulturze, jeśli spojrzymy na świat arabski czy antyk.

Aby oddać sprawiedliwość, trzeba powiedzieć, że jak rzadko kiedy we wzornictwie hasło do zmiany kierunku dali producenci niemieccy. Bateria \"Hansamurano\" Hansy, \"Mem\" Dornbrachta, umywalka-rzeźba Alape to najlepsze tego dowody. Oczywiście Włosi podjęli rzuconą rękawicę i już na Cersaie można było oglądać ich własne realizacje opisanych idei. Charakterystyczne, że biegną one z dwóch kierunków: od strony producentów baterii, którzy pracują nad tym, aby jak najswobodniej wypuszczać strugę wody, oraz od producentów ceramiki i mebli, którym z kolei zależy na tym, by jak najefektowniej ją przyjąć i pokazać jej przepływanie i odpływanie.

Przyglądając się tym propozycjom można zapytać, czy nie jest to przesada, która ociera się o granicę przerostu formy nad treścią? Wiele z tych umywalek i baterii na ołtarzu efektowności składa funkcjonalność. Odpowiedzi jak zwykle udzieli rynek, póki co oczarowany tą nową wizją łazienki, która po raz kolejny wymyka się ze sztywnych, higieniczno-fizjologicznych ram postrzegania. Jak długo będą działać te czary, dowiemy się zapewne dopiero wtedy, gdy pojawią się odmienne, równie silne idee.

JAROSŁAW ŻUKOWSKI

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA