Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Rozmowa z Konradem Hernikiem, prezesem Armatury Kraków

REKLAMA
Wiele wskazuje na to, że w perspektywie kilku najbliższych lat konkurencyjność tanich produktów azjatyckich, które stanowią obecnie większość polskiego rynku baterii, będzie się systematycznie obniżać. Zyskają na tym m.in. krajowi wytwórcy, których dobre jakościowo produkty staną się znacznie bardziej konkurencyjne cenowo. Tak twierdzi Konrad Hernik prezes Armatury Kraków, która właśnie otworzyła w kraju nową fabrykę.

Dlaczego Armatura Kraków zdecydowała się na wybudowanie i uruchomienie nowej fabryki? Czy nasz rynek jest aż tak chłonny?
– Nasz nowy zakład powstał by unowocześnić posiadane technologie, a także, by usprawnić proces technologiczny, zwiększyć wydajność pracy oraz obniżyć koszty produkcji. Stare hale o powierzchni blisko 5 hektarów, wybudowane w latach pięćdziesiątych, były już mocno wyeksploatowane. Poza tym część naszych technologii nie zapewniała naszym bateriom odpowiednich parametrów jakościowych i wymagała unowocześnienia. Dlatego postanowiliśmy wybudować halę z nowym parkiem maszynowym. Chcieliśmy także lepiej zagospodarować posiadane nieruchomości. Po całkowitym przeniesieniu fabryki, znaczna część terenów będzie wpływała na zwiększanie naszych zysków.

Czy unowocześnienie produkcji wpłynęło na zmianę oferty i sposób jej funkcjonowania na rynku?
Ewolucja Armatury Kraków trwała ostatnie dwa lata, co wiązało się z dostosowaniem oferty rynkowej do wymagań konkurencji. Wcześniej wytwarzaliśmy duże serie produktów, a teraz stawiamy na mniejsze, o większej różnorodności. Nowy zakład będzie wytwarzał produkty dobrze znane, ale o lepszych parametrach technicznych – m.in. o podwyższonej jakości powłok galwanicznych. Będą one trafiać tradycyjnymi kanałami dystrybucji do dotychczasowej grupy odbiorców.

– Czy nowe linie produkcyjne nie wpłyną w przyszłości na większą różnorodność asortymentu?
Naszym głównym segmentem pozostaną baterie, ale będziemy konsekwentnie poszerzać naszą ofertę. Będąc dotychczas firmą „jednego produktu” w przyszłości chcemy zmienić ten wizerunek, wprowadzając nowe rodzaje produktów i zdobywając inne nisze rynkowe, ale ciągle związane z naszym podstawowym rodzajem działalności.

– Armatura Kraków jest obecna zarówno w Polsce jak i zagranicą, który z tych obszarów jest dla firmy ważniejszy i bardziej rozwojowy?
Popyt na armaturę łazienkową w naszym kraju ciągle rośnie i liczymy, że ta koniunktura utrzyma się jeszcze co najmniej przez trzy lata. Posiadamy największy potencjał na polskim rynku, w którym mamy ponad 35% udziału. Sprzedaż krajowa ciągle jest dla nas priorytetowa i zamierzamy ją systematycznie zwiększać. Jednak wiemy, że nie uda nam się zrealizować zaplanowanego wzrostu jedynie poprzez handel na krajowym podwórku, dlatego planujemy także zwiększenie eksportu. Naszym głównym kierunkiem będzie nadal Wschód, gdzie naszymi najlepszymi partnerami są Rosjanie i Ukraińcy. Widzimy tam dobre perspektywy do dalszego rozwoju, bo są to rynki potencjalnie niezwykle chłonne. Dominują tam produkty chińskie, ale my mamy wyrobioną markę i jesteśmy postrzegani jako wytwórca wysokiej jakości.

– Jeśli rynki byłego ZSRR są tak ważne w polityce firmy, to czy nie lepiej byłoby przenieść tam część swojej produkcji?
Licząc na ciągły wzrost sprzedaży na Wschodzie nie możemy wykluczać takiej sytuacji. Jednak na razie będziemy nadal eksportować z terenu naszego kraju i dopiero gdy nie będziemy w stanie wytworzyć ilości baterii zapewniającą dynamiczny rozwój eksportu, zaczniemy szukać innej lokalizacji i poważnie planować wybudowanie tam fabryki.

– Przypadek Armatury Kraków jest wyjątkowy, gdyż jesteście jedną z niewielu firm produkujących w Polsce. Jak wyglądają wasze relacje rynkowe z konkurencją z zagranicy?
Polski rynek baterii dzieli się na trzy części. Jedną zajmują krajowi producenci, wśród których my odgrywamy największą rolę, drugą dystrybutorzy tanich i słabych jakościowo produktów sprowadzanych z Chin, a trzecią – najmniejszą – drogie baterie z wysokiej półki, wytwarzane głównie przez Niemców, Włochów i Hiszpanów. My zajmujemy miejsce właśnie pomiędzy dwoma obszarami zajmowanymi przez baterie eksportowe. Z jednej strony nasze modele są zdecydowanie lepsze niż azjatyckie, a z drugiej dosięgają półki zajmowanej przez drogie, markowe produkty zachodnich wytwórców. Wprowadzone obecnie nowe technologie pozwalają nam konkurować jakością z najlepszymi, a pozostawić daleko w tyle produkty azjatyckie. Chociaż zauważyliśmy, że wśród wyrobów z Dalekiego Wschodu widać także tendencję poprawy jakości.

– A może, jak niektórzy producenci powinniście byli nową fabrykę otworzyć właśnie w Azji? Przecież koszty produkcji są tam najniższe na świecie, więc zysk byłby zdecydowanie większy?
Być może byłoby to dobre rozwiązanie na krótką metę, ale zdecydowaliśmy się na zainwestowanie kapitału w Polsce. Z jednej strony zależało nam na utrzymaniu i zwiększeniu miejsc pracy, wykorzystując dotychczasowy potencjał. Z drugiej strony według naszej oceny sytuacji makroekonomicznej, produkty azjatyckie w ciągu kilku lat powinny tracić systematycznie na konkurencyjności. Ich ceny pójdą w górę, a tym samym podrożeje większość armatury obecnej na naszym rynku, która pochodzi właśnie z Chin. Zyskają na tym producenci zachodni i polscy, czyli także i my. Jednocześnie, jako dla lidera rynku, ważna jest dla nas elastyczność w reagowaniu na potrzeby popytu. Może to zapewnić tylko produkcja zlokalizowana w pobliżu rynku na którym się operuje. Uważamy, że strategicznie patrząc była to uzasadniona decyzja.

– Nowa fabryka została oficjalnie otwarta, produkcja ruszyła, cel został zrealizowany. Zarząd spocznie na laurach czy wyznaczy kolejne zadania?
Pracuję właśnie nad strategią rozwoju naszej firmy do 2010 roku, która zakłada m.in. dalsze wzmocnienie potencjału, aby móc zapewnić możliwość przekroczenia pułapu 200 mln zł sprzedaży. W bieżącym roku powinniśmy osiągnąć sprzedaż na poziomie powyżej 130 mln zł, co będzie oznaczało ponad 20% wzrostu w porównaniu z rokiem 2005. Chęć osiągnięcia wytyczonego celu oznacza jeszcze bardzo dużo zaangażowania i ciężkiej pracy. Entuzjazmu jak na razie nam jednak nie brakuje.

– Dziękuję za rozmowę.
rozmawiał Piotr Dziakowski
REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA