Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Rozmowa z mecenasem Bogumiłem Sieczkowskim

REKLAMA

Branża budowlana, a co za tym idzie również powiązana z nią branża łazienkowa, wchodzi w trudny okres. Prognozy na przyszły rok nie są optymistyczne, upadających firm oraz niezrealizowanych inwestycji budowlanych zapewne nie zabraknie. W takich sytuacjach firmy sprzedające produkty wykorzystywane w procesie budowlanym muszą zachować czujność w dbaniu o swoje interesy. O tym jak w tym pomaga (albo i nie) polskie prawo  rozmawialiśmy z mec. Bogumiłem Sieczkowski z Kancelarii Obligo Sieczkowski i Spółka podczas tegorocznej konferencji Monitoring Rynku Budowlanego ASM.
 
- W swoim wystąpieniu „Zabezpieczenie interesów dostawcy materiałów budowlanych w procesie inwestycyjnym – aspekty prawne, finansowe i podatkowe” na konferencji ASM Poland, podkreślał Pan, że sytuacja prawna dostawcy jest inna, niż innych uczestników inwestycji budowlanej. Na czym dokładnie polega ta różnica?
Każdy przedsiębiorca angażujący się w inwestycje budowlane musi uświadomić sobie, jaki ma status prawny w konkretnym przedsięwzięciu budowlanym. Jest to bardzo ważne, albowiem niektóre przepisy prawa, wprowadzone przez ustawodawcę w celu ochrony małych i średnich przedsiębiorców, znajdują zastosowanie tylko do danej kategorii przedsiębiorcy. Prawidłowo zgłoszony do inwestora, tzw. nominowany podwykonawca robót budowlanych korzysta z dobrodziejstwa gwarancyjnej odpowiedzialności solidarnej. Jest to odpowiedzialność dwóch dłużników jednocześnie: inwestora i wykonawcy za zapłatę wynagrodzenia za wykonane prace. Tymczasem w taką ochronę prawną nie wyposażono np. dostawcy armatury łazienkowej, który w świetle prawa nie wykonuje robót budowlanych, a jedynie sprzedaje towar przeznaczony na konkretną inwestycję.

- Jakie mogą być konsekwencje takich różnic w ochronie prawnej?
Taki dostawca nie może zgłosić się po zapłatę do inwestora w sytuacji, gdy jego bezpośredni kontrahent zwleka z wypłatą ceny za dostarczoną armaturę. Inna jest więc sytuacja prawna podwykonawców, inna dostawców. W przypadku ogłoszenia upadłości generalnego wykonawcy, dostawca armatury musi zgłosić się do masy upadłości i oczekiwać na wypłatę od syndyka. To jedyne wyjście. Lepszą sytuację ma nominowany podwykonawca robót budowlanych, który może domagać się zapłaty od dłużnika solidarnego: inwestora. Takie rozróżnienie może budzić uzasadnione wątpliwości w świetle konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, jest to jednak bardzo złożone, odrębne zagadnienie.

- Z Pana wystąpienia wynotowałem sobie spostrzeżenie, że „w przepisach brakuje prawa żądania gwarancji zapłaty za dostarczone towary oraz ustawowej odpowiedzialności solidarnej uczestników inwestycji budowlanej względem dostawcy". Nie brzmi to optymistycznie.
Tak jak wspomniałem wcześniej ochronna klamra odpowiedzialności solidarnej kilku dłużników, tj. inwestora i wykonawcy, za zapłatę wynagrodzenia temu przedsiębiorcy, który realizuje podzlecone roboty budowlane, nie obejmuje sprzedawców i dostawców wyrobów budowlanych oraz innych elementów przeznaczonych do wbudowania w realizowany obiekt budowlany. Podobnie rzecz się przedstawia w odniesieniu do gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej, mającej zabezpieczyć wynagrodzenie za odebrane roboty budowlane. Udzielenia gwarancji zapłaty, jeszcze przed przystąpieniem do prac, może żądać jedynie przedsiębiorca o statusie wykonawcy lub podwykonawcy robót budowlanych. Wówczas w ciągu 45 dni oczekuje na przekazanie dokumentu gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej, a w razie nieotrzymania gwarancji może bezpiecznie wycofać się z kontraktu przez wykonanie prawa odstąpienia od umowy.

- Jak zakładam sprzedawca jest tu znowu poszkodowany...
Niestety ani sprzedawca, czyli np. hurtowania artykułów sanitarnych, ani dostawca, czyli dajmy na to  producent wyrobów budowlanych sprzedawanych w ramach danej inwestycji, prawa do żądania gwarancji zapłaty obwarowanego bezpiecznym odstąpieniem od umowy nie ma.  Można powiedzieć, że producenci, dostawcy i sprzedawcy zostali pozostawieni „sami sobie” podczas inwestycji budowlanych. Muszą poszukiwać więc innych form zabezpieczenia płatności, skoro ustawodawca nie objął ich ani zakresem odpowiedzialności solidarnej inwestora ani ustawowym prawem do żądania gwarancji zapłaty. Rynek budowlany jest obecnie trudny: nikt nie kupuje na przedpłatę, a sprzeda tylko ten, który udzieli kredytu kupieckiego: jak najdalej w czasie odroczy termin płatności.

- Zauważał Pan, że w relacji inwestor-sprzedawca kluczowe jest przekazanie prawa własności do sprzedawanego produktu. Czy zawsze wiąże się to z zapłaceniem za produkt?
Umowa sprzedaży to prawny instrument przeniesienia własności do sprzedawanych towarów. Własność rzeczy przechodzi zazwyczaj z chwilą wydania towaru, czyli np. dostarczenia go na budowę, oddania do dyspozycji kupującego w magazynie. Często w warunkach odroczonego terminu płatności ceny dostawca przenosi własność „tu i teraz”, a następnie oczekuje na zapłatę.
- Z jakich form zabezpieczenia płatności może w takim razie skorzystać dostawca?
Brak równowagi w relacjach: sprzedawca pozbywający się własności – kupujący otrzymujący własność mimo niezapłacenia ceny, można przywrócić poprzez skorzystanie z zastrzeżenia własności do momentu zapłaty ceny. Wymaga to zachowania pisemnej formy umowy, gdyż sama wzmianka na fakturze nie wystarczy. Najbardziej zapobiegliwi dostawcy mogą skorzystać z opatrzenia umowy datą pewną – wzmianką poczynioną przez notariusza na dokumencie umowy, co w razie ogłoszenia upadłości kontrahenta pozwoli odzyskać sprzedany towar. Przy takim zabezpieczeniu nie wchodzi on do masy upadłości i podlega zwrotnemu wydaniu właścicielowi – tj. sprzedawcy. Można również rozważyć tradycyjne środki zabezpieczające wierzytelność, względnie przyspieszające uzyskanie zapłaty ceny: poręczenie cywilne osoby trzeciej lub bardziej rygorystyczne zabezpieczenie przez awal – poręczenie wekslowe. W przypadku skorzystania z dodatkowych zabezpieczeń zyskujemy osobę dodatkowego dłużnika – poręczyciela, który odpowiada swoim majątkiem za cudzy dług. Może to być np. wspólnik spółki z o.o. za dług spółki.

- Weźmy konkretny przykład: dostarczyliśmy klientowi towar, z zastrzeżeniem, że płatność zostanie dokonana w późniejszym terminie. W tym czasie firma zamawiająca upadła. Czy jest szansa, by dostawca szybko otrzymał zwrot dostarczonych przez siebie produktów? Na jakiej podstawie może tego dochodzić?
Zgodnie z prawem upadłościowym składniki mienia nienależące do majątku upadłego podlegają wyłączeniu z masy upadłości. Jeżeli więc sprzedano towar z zastrzeżeniem prawa własności do momentu zapłaty ceny, a ceny dłużnik rzeczywiście nie zapłacił, to oznacza, że własność nie przeszła. Sprzedane towary będące własnością sprzedawcy nie wchodzą więc do masy upadłości, jednakże trzeba to udowodnić nie tylko przed syndykiem, ale i również przez innymi wierzycielami upadłego przedsiębiorcy. Dlatego też prawo upadłościowe wymaga daty pewnej, tak aby nie było manipulacji i antydatowania umów sprzedaży zastrzegających własność jedynie na potrzeby „wyjęcia” rzeczy z masy upadłości. Jeżeli zapobiegliwy dostawca w pełni udowodni swoją własność, wtedy sędzia sądu upadłościowego rozpoznaje wniosek o wyłączenie z masy upadłości konkretnych towarów w terminie jednego miesiąca od dnia złożenia wniosku, po wysłuchaniu syndyka. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wykazać się datą pewną, wówczas pozostaje nam jedynie zgłosić do sądu upadłościowego wierzytelność o zapłatę ceny i załączyć do zgłoszenia faktury oraz dowód wydania towarów, taki jak listy przewozowe, dokumenty WZ.

- Jakie kroki musi podjąć dostawca, by przygotować się do dochodzenia swojej własności wobec znajdującego się w stanie upadłości nabywcy?
Każdy kontrahent upadłego dłużnika, który chce uczestniczyć w postępowaniu upadłościowym powinien w terminie oznaczonym w postanowieniu sądu o ogłoszeniu upadłości zgłosić sędziemu-komisarzowi swoją wierzytelność. W praktyce sąd upadłościowy wyznacza termin dwóch lub trzech miesięcy na zgłoszenie roszczeń wobec upadłego. Termin ten liczmy od dnia ogłoszenia o upadłości w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Zgłoszenia wierzytelności dokonuje się pisemnie, w dwóch egzemplarzach. Do zgłoszenia należy dołączyć oryginały dokumentów uzasadniających zgłoszenie: zamówienie kupującego, umowa, faktury, dowody wydania towarów. Jeżeli chcemy zachować oryginały u siebie, to można skorzystać z usług adwokata, który poświadczy kopie za zgodność z oryginałem, jako pełnomocnik wierzyciela.

- Wspominał Pan w swoim wystąpieniu o procedurach uproszczenia płatności w postaci przekazu. Jak z niej korzystać?
Skorzystanie z przekazu płatności przyspiesza i ułatwia obrót, jednakże wymaga zgody trzech osób. Są nimi dostawca, któremu należy się cena, zamawiający dostawę wykonawca, któremu należy się wynagrodzenie za roboty oraz inwestor, który jest dłużnikiem wykonawcy z tytułu odebranych robót. Z propozycją przekazu winien wystąpić dostawca jako odbiorca przekazu, tj. otrzymujący zapłatę. Powinien on poinformować inwestora, może być nim np. gmina, że realizował dostawy w ramach konkretnej inwestycji oraz że jego kontrahent – wykonawca jest gotowy złożyć polecenie przekazu. W razie uzgodnienia transakcji, jedną płatność realizuje inwestor bezpośrednio do rąk dostawcy z jednoczesnym zaliczeniem jej tak, jakby zapłatę otrzymał sam wykonawca dłużny dostawcy.

- Dostawca może dzięki temu liczyć na szybsze i pewniejsze wypłaty?
Tak, bo przekaz skraca obieg pieniądza i chroni przed ryzykiem przetrzymania środków przez wykonawcę lub zajęcia pieniędzy przez komornika w sytuacji, kiedy wykonawca ma innych jeszcze wierzycieli, którzy dokonali zajęć rachunków bankowych.
W praktyce na instytucję przekazu godzą się podmioty publiczne, jak  miasta realizujące inwestycje infrastrukturalne. Zależy im by nie mieć złej sławy braku wiarygodności płatniczej i godzą się na przekazanie pieniędzy bezpośrednio na rachunek dostawców. Co ważne: po oświadczeniu o przyjęciu przekazu, tj. po podpisaniu dokumentu przez inwestora, dostawca zyskuje dodatkowego dłużnika w osobie „przekazanego” – tj. inwestora.

- Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Arkadiusz Kaczanowski
 
Bogumił Sieczkowski - Adwokat, wspólnik w kancelarii. Praktyk prawa umów. Ukończył z wyróżnieniem prawo na Uniwersytecie Łódzkim, absolwent Szkoły Prawa Niemieckiego zorganizowanej przez UŁ oraz Centrum für Europäisches Privatrecht w Münster. Ukończył etatową aplikację sądową przy Sądzie Okręgowym w Łodzi zakończoną złożeniem egzaminu sędziowskiego. Praktykował w kancelariach prawniczych obsługujących podmioty głównie z niemieckojęzycznego obszaru językowego. Od 2009 roku nieprzerwanie doradza przedsiębiorcom z branży budowlanej w zakresie prawa umów, odpowiedzialności cywilnej oraz polubownej i sądowej windykacji należności.
 

 

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA