Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

REKLAMA
Sanitec Koło od kilkunastu lat należy do ścisłej czołówki dostawców polskiego rynku wyposażenia łazienek. Swoją pozycję firma umacnia także na wszystkich pozostałych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie jej zadaniem jest realizacja założeń polityki całej międzynarodowej Grupy Sanitec. O tym, jaki był dla spółki upływający rok i o jej planach na najbliższą przyszłość, a także sytuacji polskiej branży wyposażenia łazienek, rozmawiamy z Przemysławem Powalaczem, prezesem zarządu Sanitec Koło Sp. z o.o.

– W jaki sposób układała się sprzedaż Państwa spółki w całym okresie bieżącego roku, który właśnie zbliża się do końca?
Mijający rok trudno poddaje się jednoznacznym ocenom. W jego pierwszej połowie zanotowaliśmy w Polsce blisko 5% wzrost sprzedaży w porównaniu z rokiem 2010. Udane pierwsze półrocze br. cieszy tym bardziej, że w okresie bazowym, tzn. w roku 2010 nasze przychody w spółce Sanitec Koło po raz pierwszy w historii spółki przekroczyły 0,5 mld zł przy podobnej dynamice wzrostu w porównaniu z rokiem 2009. Nieco lepiej we wspomnianym pierwszym półroczu tego roku wypadł pierwszy kwartał. Drugi kwartał był nieco wolniejszy, ale znów wyraźnie „nad kreską”. Niemniej jednak już w lipcu obserwowane było lekkie osłabienie tempa przyrostu sprzedaży. Uwidoczniły się problemy z rynkiem detalicznym. Okazało się, że nasi rodacy mniej inwestują w wyposażenie swoich domów i mieszkań, i że stali się ostrożniejsi w dziedzinie wydatków. Swoje zrobił także efekt dziury popytowej spowodowanej znaczącym spowolnieniem budownictwa mieszkaniowego w ostatnich dwóch latach. Polski rynek w pierwszym półroczu był determinowany głównie przez intensywne inwestycje publiczne, tj. szkoły, szpitale, urzędy oraz duże inwestycje prywatne, takie jak hotele i obiekty turystyczne. Branża zyskiwała też w związku z zamówieniami w ramach Euro 2012.
Wieloletnia konsekwencja w budowaniu w naszej firmie profesjonalnego zespołu obsługującego tzw. sprzedaż obiektową przynosi więc teraz wymierne korzyści.

– Czy opisane przez Pana zmiany wpłynęły na pozycję Sanitec Koło na polskim rynku?
Według naszych szacunków należy do nas blisko 35%  rynku ceramiki sanitarnej w ujęciu wartościowym. Jeśli chodzi o udział ilościowy, to jest on odrobinę niższy, ale wynika to z odmiennej strategii i znacznie szerszego portfolio produktowego w porównaniu z głównym konkurentem. Pozycja naszej marki pozwala nam na sprzedaż produktów nie tylko w segmencie ekonomicznym, ale również w segmencie średnim oraz wyższym. Mocno stawiamy na design.
W zakładach w Kole i Włocławku pracujemy obecnie blisko maksymalnych mocy produkcyjnych. Wynoszą one łącznie ok. 3,5 mln sztuk ceramiki rocznie. W Ozorkowie jesteśmy w stanie wytworzyć około 250 tysięcy sztuk wyrobów akrylowych rocznie i ponad 120 tys. sztuk kabin.

– Jakie zjawiska z bezpośredniego otoczenia mogą mieć wpływ na działalność i wyniki Sanitec Koło w przyszłym roku?
Zakładamy, że przyszły rok przyniesie istotne podwyższenie kosztów produkcji – dotyczy to zarówno cen gazu mającego decydujące znaczenie w produkcji ceramiki, ale także tworzyw pochodzenia ropopochodnego, energii elektrycznej itp. Warunki te, jeśli już zaistnieją, będą jednak wspólne dla wszystkich firm naszej branży. Niezależnie od tego bierzemy pod uwagę, że pewną, choć niewielką część tych podwyżek „weźmiemy na siebie” (dotyczy to w szczególności segmentu ekonomicznego), niejako odciążając klientów. Tym niemniej podwyżka cen produktów w roku 2012 jest nieunikniona. Jednocześnie cały czas pracujemy nad racjonalnym zmniejszaniem kosztów, co przynosi pożądane skutki tak w sferze zaopatrywania się w energię, jak i w dziedzinie technologii produkcji (np. robotyzacja obróbki szkliwierskiej ceramiki).

– Co zmieniło się, jeśli chodzi o Państwa obecność na rynkach Europy Wschodniej; na ile te rynki są ważne z punktu widzenia strategii rozwoju spółki Sanitec Koło?
Pragnę przypomnieć, że spółka Sanitec Koło to główna, ale nie jedyna spółka funkcjonująca w ramach regionu CEE, za który odpowiada nasz „kolski” zespół. W czerwcu jako Grupa Sanitec zakupiliśmy pozostałe 49% udziałów w spółce Slavuta Holdings, tym samym stając się jedynym właścicielem zakładu produkcyjnego w ukraińskiej Slavucie. W ten sposób przejęliśmy największą za czasów ZSRR fabrykę wyrobów ceramicznych w regionie, której moce produkcyjne sięgały w pewnych okresach ponad 4 mln sztuk rocznie. Planujemy, że w 2013 roku tamtejsza fabryka będzie wytwarzać ponad 3,5 mln sztuk ceramiki rocznie, z czego ok. 1,3 mln sztuk wyprodukuje nowa, oddana w maju tego roku hala nr 6, zbudowana w całości w oparciu o technologię Sanitecu. ­Pozostałe hale produkcyjne są oczywiście intensywnie modernizowane. W ten oto sposób region CEE staje się jednoznacznym liderem w koncernie Sanitec w sferze potencjału wytwórczego!
Nasza Grupa posiada również na Ukrainie fabrykę wyrobów akrylowych w miejscowości Dymer pod Kijowem. Według naszych szacunków, w segmencie wanien akrylowych zdobyliśmy pozycję niekwestionowanego lidera ukraińskiego rynku, z udziałem na poziomie ponad 40%. Produkty te sprzedajemy na Ukrainie obecnie pod marką Koło, planujemy wprowadzenie nowych brandów. Nowa inwestycja w Slavucie pozwoli nam osiągnąć ok. 30% udział na rynku ceramiki sanitarnej na Ukrainie oraz ok. 10% udział w Rosji. Ukraiński rynek jest obecnie pod względem potencjału ilościowego trochę mniejszy niż rynek polski – szacujemy go na 3,0-3,2 mln sztuk ceramiki rocznie. Natomiast rynek rosyjski to już blisko 13 mln sztuk!

– Czy, i na ile rynki rosyjski i ukraiński różnią się od polskiego rynku wyposażenia łazienkowego?
Upływający rok na rynkach ukraińskim i rosyjskim zaznaczył się wyraźnym, kilkuprocentowym wzrostem sprzedaży ceramiki sanitarnej. Według naszych przewidywań tendencja ta powinna być zachowana także w przyszłym roku, szczególnie w przypadku rynku rosyjskiego – kraj ten wciąż cierpi na zauważalne braki w dziedzinie wyposażenia łazienek, tak prywatnych, jak i publicznych. Pragniemy to wykorzystać. Co więcej, chcemy, by nasza sprzedaż na Ukrainie i w Rosji wzrastała szybciej od tamtejszej konkurencji, ponieważ tylko wówczas będziemy mogli zapewnić właściwy zwrot z nowej inwestycji. W Rosji i na Ukrainie jest mnóstwo produktów o gorszej jakości i wzornictwie. Chcemy wejść tam z produktami na wysokim, europejskim poziomie, stworzonymi w oparciu o najlepsze technologie. Oparciem będzie dla nas posiadany przez Sanitec know-how w zakresie marketingu i kanałów dystrybucji oraz mocne i znane marki, z brandem Koło na czele. Pracujemy obecnie nad odpowiednią strategią. Zobaczymy na ile będziemy chcieli zagospodarować produkty ze Slavuty wyłącznie na rynkach lokalnych, a na ile skierujemy je na rynki Europy Środkowo-Wschodniej oraz Bałkany, a być może także do innych krajów.

– Jak ocenia Pan perspektywy na przyszły rok; w czym upatrują Państwo swoich szans powrotu na ścieżkę wzrostu?
Spowolnienie w Polsce czy innych krajach Europy Środkowej jest nieuniknione, jednak liczymy, że będzie ono zrekompensowane przez nas dynamicznymi wzrostami na wschodzie. W obliczu spowolnienia ogólnej koniunktury rynkowej w Polsce i regionie mamy jednakże cenne atuty: rozpoznawalna i ceniona marka oraz świetny zespół ludzi, uznanych w branży ekspertów, wielu od lat związanych z firmą. Nie mam złudzeń, że nasze sukcesy na rynku w ostatnich latach i bazująca na zaufaniu właścicieli koncernu ekspansja na wschód to zdecydowanie ich zasługa. Aktualnie nie planujemy znaczących inwestycji w potencjał wytwórczy ani kolejnych przejęć. Na pewno skupimy się na maksymalnym wykorzystaniu obecnych aktywów, żeby osiągać na nich odpowiednią rentowność. Jak mogliśmy się przekonać wiele razy, w trudniejszych czasach konsumenci niezmiennie zwracają się ku znanym markom, które stanowią dla nich gwarancję dobrze wydanych pieniędzy, a klienci biznesowi niechętnie ryzykują zamiany w obszarze sprawdzonych, lojalnych i profesjonalnych dostawców. A przede wszystkim dostawców przewidywalnych tj. takich, których pokusa szybkiej poprawy rentowności sprzedaży nie sprowokuje do nagłych eksperymentów w skracaniu łańcucha dystrybucji.
Swoich szans na rodzimym rynku upatrujemy także w konsumenckich zwyczajach rodaków. Polacy są domatorami, a przy tym coraz częściej lubią otaczać się estetycznymi, trwałymi i użytecznymi przedmiotami. Dodatkowo, w tzw. trudniejszych czasach, zakupy związane z remontami domów i mieszkań są traktowane jako swoista inwestycja w komfort życia, często zamienna wobec ryzykownej inwestycji w nową nieruchomość. Na rynku obiektów publicznych będziemy konsekwentnie bronić niekwestionowanej pozycji branżowego lidera.
Jeśli chodzi o udział naszej sprzedaży w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej to zakładamy, że generowane tam przychody przekroczą sprzedaż realizowaną w kraju. Obecnie ten udział wynosi ok. 40%, ale będzie się on sukcesywnie zwiększał, bo tamte rynki są większe i znacznie dynamicznej rosnące.

– Czy dostrzega Pan jakiekolwiek zagrożenia dla przyszłorocznej koniunktury w branży, które wypływałyby z jej wewnętrznej sytuacji?
Przewiduję, że w przyszłym roku możemy nadal spodziewać się istotnych problemów z płynnością finansową części firm. Jeśli już do tego dojdzie, będzie to skutek swoistej eskalacji niekorzystnych zjawisk, które możemy obserwować od lat. Mam tu na myśli duże opóźnienia w regulowaniu należności, które stały się niemal powszechnie ­akceptowanym standardem. Co kuriozalne jednocześnie, wysłanie noty odsetkowej jest traktowane nieomal jako obraza czy akt agresji wobec klienta. Wielu uczestników rynku tłumaczy zjawisko opóźnień w regulowaniu należności koniecznością, oczywistością determinowaną przez trudny i bardzo konkurencyjny rynek, ale przecież taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Należy to zmieniać, choćby kosztem trudnych, a niekiedy bolesnych decyzji. Każda roztropnie postępująca firma winna być przygotowana na utratę części sprzedaży właśnie na rzecz terminowości realizowanych na jej rzecz należności. Uważam, że byłoby dobrą rzeczą, gdyby taki punkt widzenia przyjęli wszyscy uczestnicy branży, tak dostawcy, jak i i dystrybutorzy. Tym bardziej, że przyszły rok może dotkliwie zweryfikować zasadność stosowania polityki przesadnie odroczonych płatności. Zjawisko może być potęgowane przez opóźnienia w płatnościach przy realizacji dużych inwestycji, tak prywatnych, jak i finansowanych ze środków budżetowych – w ich przypadku długie oczekiwanie na pieniądze to już niechlubna tradycja.

– Jakie inne czynniki, Pana zdaniem, będą determinować sytuację w ogólnie pojętej sferze dystrybucji?
W hurcie obserwujemy już prawie wojnę cenową. Według mnie wiele dużych firm handlowych o adekwatnie dużej bazie kosztowej powinno się zastanowić nad swoją przyszłością – do jakiego stopnia ma sens walka cenowa z mniejszymi firmami, które koszty działania mogą (oczywiście za cenę poziomu obsługi i serwisu) sprowadzić do minimum? Jaki jest sens oferowania rozbudowanej wartości dodanej, skoro i tak finalnie koncentrują się na banalnej walce cenowej? Zdaję sobie sprawę z faktu, że jedyną odpowiedzią będą „takie a nie inne wymagania rynku”. Z drugiej strony jednak ten sam rynek sprawi, że taka sytuacja nie będzie mogła trwać wiecznie; w dłuższym okresie wymusi zmiany, takie jak choćby zmiany kapitałowe. Firmy handlowe, które na serio myślą o swojej przyszłości powinny już teraz (jeśli jeszcze tego nie robią) przystąpić do różnicowania swoich strategii konkurencyjnych.

– Jak na tym tle rysuje się sprzedaż internetowa wyposażenia łazienkowego, która od kilku już lat budzi kontrowersje wśród dużej części uczestników branży?
Uważam, że zagadnienie sprzedaży internetowej w naszej branży jest nieco demonizowane. Można je porównać do wejścia baumarketów na polski rynek lat temu kilkanaście. Najbardziej zapamiętali przeciwnicy marketów budowlanych wieszczyli wówczas prawdziwe pandemonium dla tradycyjnego kanału dystrybucji. Baumarkety miały ich zdaniem dokonać totalnej erozji cen na rynku i tym samym wyrugować z niego tradycyjne salony łazienkowe i im podobne punkty sprzedaży detalicznej, a także dać się poważnie we znaki handlowi hurtowemu. Jak wiemy, nic takiego i w takiej skali się nie stało. Baumarkety zajęły po prostu swoje miejsce na rynku. Podobnie jest z internetem – wg naszych danych za jego pośrednictwem sprzedawanych jest tylko kilka procent wyposażenia łazienkowego w Polsce. Większe znaczenie od funkcji czysto dystrybucyjnej w przypadku internetu ma jego funkcja cenotwórcza dla całości branży. Według nas w internecie należy szukać szans, a nie wyimaginowanych zagrożeń. W dziedzinie dystrybucji, szerszym wykorzystaniem internetu w swej działalności powinni być zainteresowani sami hurtownicy, bo to właśnie oni dysponują zaawansowanymi platformami logistycznymi, stanowiącymi fundament dobrego modelu biznesu w sieci. Nadchodzący czas spowolnienia jest dla firm hurtowych dobrym momentem na śmiałe decyzje w tej sferze. Bez tych decyzji można się według mnie z czasem spodziewać wstecznej konsolidacji ze strony czołowych firm internetowych i próby wejścia w buty hurtowników.

– Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ: ANDRZEJ TOPCZEWSKI
REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA