Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Niestety - nabycie na naszym rynku podrabianej armatury wciąż nie stanowi problemu

REKLAMA

Mimo, zdawałoby się, precyzyjnych regulacji prawnych i zaangażowania producentów markowego wyposażenia łazienkowego, nabycie podrabianej armatury wciąż nie stanowi istotnego problemu. Jak się okazuje, taki stan rzeczy to nie tyle efekt stanu prawnego w Polsce, ale raczej wypadkowa sposobu zorganizowania sfery dystrybucji oraz, czego nie da się zlekceważyć, postawy części firm będących polskimi przedstawicielami znanych europejskich producentów.

NA ŁAMACH „Łazienki” wielokrotnie przywoływaliśmy temat podróbek markowych produktów na polskim rynku wyposażenia łazienek. Obowiązujące w Polsce przepisy prawa zdają się wystarczająco dobrze zabezpieczać interesy producentów i dystrybutorów markowego wyposaże-
nia. Kwestie te normuje kilka szczegółowych ustaw (wymienionych obok). Określają one, że kopiowanie wzorów przemysłowych jest przejawem nieuczciwej konkurencji, co sankcjonuje prawo do ich wycofania z rynku. Penalizują też działania związane z wprowadzaniem do obrotu skopiowanych produktów, co powinno być wystarczającym ostrzeżeniem przed uporczywą sprzedażą podróbek. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej.
W całym rynku wyposażenia łazienkowego to segment armatury najbardziej cierpi przez istnienie bezprawnie kopiowanych produktów. Kupna baterii, zestawu natryskowego itp. będącego niemal dokładną kopią modelu znanego producenta można dokonać niemal od ręki. Dzieje się tak, mimo wieloletnich wysiłków producentów oryginalnej armatury ukierunkowanych na minimalizację tego zjawiska. Zgodnie z deklaracjami przedstawicieli tych firm, których armatura jest kopiowana, w całej sprawie nie chodzi w zasadzie o straty czysto finansowe (przynajmniej w segmencie baterii). Potencjalni nabywcy markowej armatury po prostu nie zdecydują się na tańszą podróbkę. Jeszcze mniej prawdopodobna jest sytuacja, że klienci zadowalający się tanimi kopiami nabyli by kilku-, czy kilkunastokrotnie droższy oryginał. Zasadnicza strata firmy, której armatura jest podrabiana wyraża się w deprecjacji wizerunku jej marki oraz samego produktu w oczach jego obecnych i potencjalnych użytkowników. Umniejszany jest również wysiłek handlowców, których zadaniem jest przekonanie klienta do modeli wysokiej klasy.

BESTSELLERY WŚROD PLAGIATÓW. Analizując ofertę baterii pochodzących z Dalekiego Wschodu, a dostępnych na polskim rynku, da się wyróżnić swoistą ekstraklasę najczęściej kopiowanej armatury. Są to zwykle najbardziej charakterystyczne modele z oferty poszczególnych producentów, które ze swą wzorniczą oryginalnością i wysoką estetyką torują nowe trendy wzornicze dla całej branży, i których nie sposób pomylić z żadnymi innymi. Listę podrabianych „bestsellerów” można ciągnąć długo, żeby wspomnieć choćby modele „Axor Citterio” firmy Hansgrohe, modele „MEM” i „Tara” firmy Dornbracht, serie „Evolution” i „Cascata” marki Eurorama, „Copernicus” firmy Frattini, „Cubic” od Jado, „Morgana” firmy Paini itp. Z drugiej strony, w przypadku tak charakterystycznych baterii najłatwiej jest udowodnić celowe kopiowanie. Najbardziej spektakularnym przykładem podrabiania armatury łazienkowej jest seria „Hansa Murano” firmy Hansa. Bateria ta swą śmiałą, atrakcyjną stylistyką wytyczyła nowe trendy we wzornictwie armatury, z czego skwapliwie skorzystali producenci z Dalekiego Wschodu. W krótkim czasie kopie „Hansa Murano” trafiły na polski rynek, na którym z powodzeniem pozostają po dziś dzień. Liczne kopie „Hansa Murano” oferowane są zwykle jako nieopatrzone żadnym brandem, co najwyżej opisane cyfrowo-literowym symbolem, dodatkowym określeniem „wodospad” itp., choć u kilku dystrybutorów występują pod nazwą „Aquarius Watefall”.
Jako Hansa Polska nie musieliśmy jeszcze wstępować na drogę sądową, aby dochodzić swych praw odnośnie wzorów naszej armatury. Jak na razie wystarczał kontakt z konkretnym dystrybutorem skutkujący wycofaniem skopiowanych baterii z rynku – deklaruje Sławomir Lipski, dyrektor firmy Hansa Polska. – Czym innym jest kontakt ze stosunkowo dużą firmą o w miarę stabilnej działalności, czym innym zaś „wyławianie” z Internetu bardzo małego dystrybutora, który po jakimś czasie, już pod inną nazwą zechce upłynniać posiadany towar. W miejsce firm, którym skutecznie uniemożliwiliśmy dystrybuowanie kopii naszych baterii pojawiają się następni. Aby dokładnie skontrolować ten obszar handlu w praktyce potrzebny jest cały sztab ludzi. Niemniej jednak postanowiliśmy, że w przyszłości będziemy reagować jeszcze ostrzej na wszelkie próby wprowadzania na rynek kopii naszej armatury.
Tylko w październiku, za pośrednictwem serwisu aukcyjnego allegro.pl mniej lub bardziej wierne podróbki baterii „Hansa Murano” zakupiło ponad dziewięćdziesięciu klientów, zainteresowanych ich unikalną, choć niestety skopiowaną, stylistyką. Drugie tyle osób nabyło swoiste klony „Hansa Murano”, różniące się od pierwowzoru kształtem szklanej wylewki. Dzieje się tak, mimo wysiłków producenta i dystrybutora ukierunkowanych na ukrócenie tego typu praktyk. Jak się okazuje, kontrola tak żywiołowo rozwijającego się medium jak Internet nie jest łatwa. Bywa, że pod tym samym adresem pocztowym działa kilka sklepów internetowych prowadzonych przez tych samych właścicieli. Do tego dochodzą nieodosobnione wciąż przypadki sprzedaży podróbek przez duże firmy działające w „realnej” sferze handlu, żeby wspomnieć choćby dużego, wielooddziałowego dystrybutora wyposażenia łazienkowego z Podkarpacia, który jawnie oferuje kopie baterii „Hansa Murano” pod własną marką handlową. A każdy przypadek pojawienia się podróbki zapoczątkowuje sformalizowaną procedurę, która zabiera czas i wymaga zaangażowania ze strony pracowników firmy, nawet jeśli dany wzór armatury jest zastrzeżony w Urzędzie Patentowym. Wyjściem byłaby kontrola Internetu pod tym kątem (vide głośna sprawa konfliktu pomiędzy firmą Rolex a niemieckim serwisem aukcyjnym Ricardo) jednak w branży armatury (i łazienkowej w ogóle) tzw. metka ma niewielkie znaczenie, co utrudnia ew. kontrolę i egzekwowanie swych praw. Przykłady bezprawnego kopiowania znaków towarowych prawie się nie zdarzają – liczy się zewnętrzna forma produktów, ich kształt, wykorzystane materiały itp. Poprawia to z jednej strony sytuację producentów oryginałów, ponieważ nie dochodzi tu do jawnego oszustwa i „psucia marki”. Z drugiej strony, w wielu przypadkach wyklucza to np. zastosowanie oprogramowania filtrującego, wykrywającego podejrzane aukcje, np. te ze szczególnie niską ceną oferowanego towaru

„TRUDNE” ZESTAWY. Inaczej niż w przypadku baterii ma się rzecz w segmencie zestawów natryskowych, a zwłaszcza rączek. Na taki stan rzeczy ma niestety wpływ dotychczasowe orzecznictwo sądowe w tym zakresie oraz sama charakterystyka produktu i jego funkcjonowanie na rynku. Cała trudność ze strony firm broniących swych praw w sądach polegała i wciąż polega na tym, że skopiowane (niekiedy bardzo dokładnie) rączki natryskowe są sprzedawane wyłącznie jako elementy kompletnego zestawu natryskowego, którego pozostałe części (wąż, uchwyt, drążek) to już „autorskie” produkty importera, dystrybutora itp. Tak rozumiany produkt (tzn. całościowo, jako kompletny zbiór elementów) był określany przez biegłych jako tylko częściowo identyczny z odpowiednikiem markowego producenta. Mimo, że jego najważniejszy element i swoisty wyznacznik był ewidentną kopią.

UTRUDNIĆ WEJŚCIE NA RYNEK. Podrabiana armatura funkcjonuje fizycznie na polskim rynku w postaci już nagromadzonych zapasów, jak również jest importowana każdego dnia. Przy walce z podróbkami trudno liczyć na ewentualną świadomość klientów, że kupując podrabiane produkty w istocie przyzwalają na kradzież własności intelektualnej – najważniejsza dla nich jest atrakcyjna, choć skopiowana forma dostępna w dobrej cenie; dalece mniejsze znaczenie ma jakość, będąca skądinąd jednym z zasadniczych wyznaczników markowego oryginału. Potencjalnych klientów nie zraża m.in. fakt, że na podrabiane baterie udzielana jest maksymalnie 12-miesięczna gwarancja, co poniekąd może świadczyć o jakości produktu.
W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłaby drobiazgowa kontrola wwożonych transportów trafiający na obszar Polski, co jednak w praktyce jest trudne, choć wykonalne. Temu celowi służy m.in. uruchomiony w zeszłym roku przez służbę celną specjalny system informatyczny Vinci przeznaczony właśnie do walki z podróbkami na granicach. System stworzyli informatycy służby celnej. Zawiera on dane o wzorach, znakach, markach i innych rzeczach chronionych prawami własności intelektualnej – wraz z dokumentacją zdjęciową lub filmową. Te informacje zgłaszane są służbie celnej przez same firmy – właścicieli praw, którym zależy na powstrzymaniu napływu z zagranicy podróbek ich towarów.
ANDRZEJ TOPCZEWSKI
ZDJĘCIA: HANSGROHE I AKTION PLAGIARIUS E.V.


Prawo po stronie oryginałów
Kwestie walki z bezprawnie kopiowanymi produktami na polskim rynku określa szereg przepisów, do których należą w szczególności:
• Ustawa z dnia 30 czerwca 2000 r. prawo własności przemysłowej (Dz. U. z 2003 r. Nr 119, poz. 1117).
• Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 1994 r. Nr 24 poz. 83).
• Ustawa z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz. U. z 1993 r. Nr 47 poz. 211).
• Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz. U. z 2007 r. Nr 50 poz. 331).
• Ustawa z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz.U. 2007
nr 171 poz. 1206).
Artykuł 13 Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji w pierwszym punkcie precyzuje, że „Czynem nieuczciwej konkurencji jest naśladowanie gotowego produktu, polegające na tym, że za pomocą technicznych środków reprodukcji jest kopiowana zewnętrzna postać produktu, jeżeli może wprowadzić klientów w błąd co do tożsamości producenta lub produktu”.
W praktyce jednak najlepiej zastrzec wzory (wraz z ich szczegółowym opisem) w Urzędzie Patentowym, ponieważ zdecydowanie ułatwia to dochodzenie swoich praw, ponieważ w przypadkach spornych prawo a priori zakłada równość obydwu podmiotów sporu, co utrudnia udowodnienie plagiatorowi złej woli i niedozwolonego kopiowania wzorów.



Opinie branży

Sławomir Lipski, dyrektor firmy Hansa Polska
Prowadziłem m.in. cykl szkoleń dla radców patentowych, w trakcie których starałem się ich uczulić na kwestie związane z kopiowaniem armatury i konsekwencjami takiej działalności. Nawiązałem też kontakty z przedstawicielami innych firm, które dotyka zjawisko podróbek. Planujemy podjęcie szeregu wspólnych działań przeciwdziałających w przyszłości, których szczegółów nie chciałbym jeszcze zdradzać.

Piotr Strzałkowski, dyrektor handlowy firmy Ideal Standard Polska
Wiele wskazuje na to, że podrabiane baterie na polskim rynku były, są i będą – powodzenie prób prostego wyeliminowania ich z rynku jest mało prawdopodobne. Nasza najważniejsza broń przeciwko kopiowaniu produktów to jakość produktu, której wyznacznikiem w naszym przypadku jest niespotykana u konkurencji pięcioletnia gwarancja na wszystkie elementy naszych baterii. Świadomi i wymagający klienci, a tylko dla takich istniejemy na rynku, nigdy nie zdecydują się na tanią kopię naszej armatury, ponieważ wiedzą, że to kiepska inwestycja.

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA