Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

REKLAMA

W czerwcowym numerze „Łazienki” po raz pierwszy sygnalizowaliśmy problem przyznawania przez salony łazienkowe wysokich rabatów klientom indywidualnym. Podczas rozmów z przedstawicielami salonów okazało się, że praktyka, która miała być skutecznym sposobem na przyciągnięcie klientów, stanowi obecnie poważne zagrożenie dla funkcjonowania poszczególnych salonów sprzedaży. Konkurowanie między sobą za pomocą przyznawania większej liczby tzw. oczek wykorzystują szczególnie salony w Warszawie i innych dużych miastach, np. w Trójmieście – tam bowiem konkurencja jest zdecydowanie największa.

PSUCIE RYNKU. Ale praktyka przyznawania coraz wyższych rabatów odbiła się głośnym echem w całej branży, dotykając także producentów. Zgodnie przyznają oni, że tego typu działania psują rynek oraz spowalniają jego rozwój. Stanowią też poważne zagrożenie dla rynkowej siły poszczególnych marek, które tracą ją w sytuacji, gdy konkurują z innymi produktami wyłącznie za pomocą ceny.
– Takie praktyki pozbawiają nas możliwości swobody pracy i jasnych perspektyw. Jako producent jesteśmy przecież bezwzględnie częścią rynku i to, co na nim się dzieje bezpośrednio dotyka i nas – mówi Rafał Woźniak, zastępca dyrektora handlowego firmy Sanplast.
Jasnym stało się zatem, że konieczne jest – także ze strony producentów – wyraźne ustosunkowanie się wobec kwestii przyznawania wysokich rabatów. Pierwsi uczynili to Honorata Broniowska, przedstawiciel w Polsce firm Dornbracht, Alape i Bette oraz firma Artweger Sp. z o.o., wystosowując do swoich partnerów handlowych odpowiednie pisma.

REAGOWAĆ I ROZMAWIAĆ. Ankietowani producenci dość sceptycznie odnoszą się do tego typu działań, ale przyznają, że wcześniej czy później niezbędne stanie się oficjalne – może nawet wspólne – wystąpienie przeciw praktyce wysokiego rabatowania. Dziś jedynym sposobem pozostaje aktywne reagowanie na otrzymywane z rynku informacje oraz rozmowy ze swoimi partnerami handlowymi na stopie mniej oficjalnej. Ale i w tej kwestii trzeba zachować ostrożność. Rynek jest bowiem nasycony – jeden produkt z łatwością można zastąpić innym, bardzo podobnym.
Rozmowy z wieloma partnerami handlowymi mogłyby także pomóc w ogólnym uporządkowaniu rynku – wtedy wiadomo byłoby, że dany produkt nie otrzyma innej ceny niż ta, podana klientowi w pozostałych salonach sprzedaży. 
Jeszcze innym wyjściem, zdaniem producentów jest ostrożniejsze dobieranie partnerów handlowych – rynek dystrybucji budowany jest wszak przez tych największych, a zarazem najpewniejszych, których nietrudno jest dostrzec. Ale i tu pojawiają się dylematy – co np. zrobić, kiedy przynoszącemu wysokie zyski partnerowi „zdarza się” udzielić rabatu wysoko przekraczającego umowną normę? Rozwiązanie to kwestia indywidualnej polityki danej firmy, ale na pewno producenci nie powinni pozostać obojętni na wzmianki o tego typu praktykach.
Ci z producentów, którzy lekceważą problem wysokiego rabatowania, muszą liczyć się z tym, że część ich dystrybutorów z czasem zacznie po prostu od nich uciekać. Będzie im bowiem brakowało wymiernych zysków płynących z tej współpracy. Przeciwko takim problemom należy występować wspólnie – mówi Bohdan Goralski, przedstawiciel w Polsce firmy Hoesch.    

PERSPEKTYWY. Na dzień dzisiejszy jest mało prawdopodobne, aby realnym stało się szybkie ustalenie jednolitych dla całej branży praw powstrzymujących praktykę udzielania wysokich rabatów. Jest to bowiem problem skomplikowany nie tylko pod względem nieraz bardzo indywidualnych relacji producent – firma handlowa, ale również pod względem prawnym. Producent nie ma bowiem prawa ingerencji w politykę cenową salonów sprzedaży.
Czy sytuacja, w której salon sprzedaży handluje ceną a nie produktem potrwa jeszcze długo? Producenci szacują, że może nawet 1,5 roku. Tyle bowiem potrzebne jest na to, by rynek sam wyeliminował tych, którzy dziś sądzą, że ich obecność i powodzenie na rynku gwarantują właśnie wysokie rabaty. Póki co, producentom pozostaje wyłącznie odwoływanie się – z mniejszym lub większym sukcesem – do zdrowego rozsądku właścicieli i kierownictwa firm handlowych. Wszyscy liczą na to, że salony sprzedaży w końcu zrozumieją, że same podcinają gałąź, na której siedzą.
MARTA MATRACKA

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA