Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

REKLAMA

Upływający rok dobitnie pokazuje, że forma salonu łazienkowego z ofertą z „wyższej półki” nie została ustalona raz na zawsze. Rosnąca pozycja architektów i projektantów wnętrz w wyższych segmentach rynku wpływa na pojawianie się nowych inicjatyw, które zmieniają zarówno formy salonów, jak i system pracy i obsługi klienta.
Mamy już przykłady salonów, które chcąc zacieśnić współpracę z architektami i projektantami wnętrz powoli zmieniają swą formę wizualną i organizacyjną (np. w sezonie funkcjonują nawet do godz. 21.00), co w domyśle lepiej zaspokaja potrzeby tych osób związane z wykonywaniem ich pracy. A są one jasno sprecyzowane, choć niekiedy niektóre firmy wciąż mają problemy z ich zaspokojeniem.
W firmie handlowej, z którą decyduję się współpracować cenię przede wszystkim wsparcie od strony technicznej, wyrażające się zwłaszcza w odpowiednim merytorycznym przygotowaniu handlowców – mówi Marzena Poklikajew, architekt wnętrz – Dzięki niemu  mogę być spokojna, że niuanse techniczne nie staną na przeszkodzie odpowiednio szybkiemu i bezbłędnemu urzeczywistnieniu wizji projektowej.
Wśród innych najczęściej wymienianych „postulatów”, które architekci zgłaszają względem salonu łazienkowego jest też właściwy kształt części prezentacyjnej salonu, która z ich punktu widzenia nie musi być szczególnie obszerna i bogata w gotowe aranżacje łazienkowe.
Jeśli chodzi o samą organizację salonu, to zawsze z  zadowoleniem odnoszę się np. do faktu posiadania przez niego dużej ilości próbek różnych rodzajów materiałów wykończeniowych, czyli np. kilku wariantów płytek danej kolekcji, które można po prostu wziąć, podejść do jakiegoś elementu wyposażenia łazienki i sprawdzić jak się wzajemnie komponują. Jest to również ważne z punktu widzenia ostatecznego klienta – dodaje Katarzyna Koszałka, projektant wnętrz.

INTERESY W KAMERALNYM OTOCZENIU. Przykładem wyjścia naprzeciw deklarowanym potrzebom projektantów wnętrz jest nowa inicjatywa firmy Gen-Bud, która zdecydowała się na stworzenie sieci wyspecjalizowanych salonów, które w zauważalny sposób mają różnić się od innych obiektów podobnego przeznaczenia. Wyróżnikiem stała się również odrębna nazwa tych salonów – Rafa. Pierwszy, w pełni działający salon o powierzchni ok. 140 m2 powstał na początku tego roku w siedzibie firmy w Warszawie przy ulicy Bartyckiej. Drugi powstaje  w Białymstoku. Ponadto firma jest w trakcie organizacji dwóch następnych salonów we Wrocławiu i Poznaniu.
Szczególne skupienie się firmy na kwestii współpracy z architektami przełożyło się na formę prezentacji produktów oraz system pracy w nowych salonach. Po pierwsze zrezygnowano w nich z boksów z aranżacjami łazienek w tradycyjnym kształcie. Ekspozycję zajmują świadomie wyselekcjonowane produkty łazienkowe, rozmieszczone w sposób zapewniający optymalne wyeksponowanie ich walorów. Pełna oferta jest prezentowana w formie multimedialnej (duże monitory plazmowe). Klient wybiera poszczególne elementy a następnie ogląda je w formie przygotowanej przez architektów wizualizacji. Co warte odnotowania, firma zakłada obsługę ściśle określonej liczby klientów w ciągu dnia, po wcześniejszym, np. telefonicznym umówieniu się na spotkanie. Chodzi m.in. o wyeliminowanie zbędnego pośpiechu, który niekorzystnie mógłby odbić się na jakości obsługi. Poza wspomnianymi korzyściami, taka forma działalności wpływa też na minimalizację kosztów handlowych; nie ma potrzeby utrzymywania dużych stanów magazynowych, ponieważ od projektu do ostatecznego wykończenia konkretnej łazienki może upłynąć nawet kilka miesięcy.

WSZYSTKO W JEDNYM DOMU. Drugi przykład innowacyjnego podejścia do kwestii kształtu salonu łazienkowego na pierwszy rzut oka może stanowić swego rodzaju przeciwieństwo opisanego wyżej rozwiązania. „The House of Villeroy and Boch”, bo o nim mowa to szczególna prezentacja, zbierająca  w jednym miejscu rozmaite produkty i elementy dekoracyjne ze wszystkich dywizji firmy , tzn. płytek ceramicznych, wyposażenia łazienkowego oraz zastawy stołowej. Całą tę zróżnicowaną ofertę jednego producenta zdecydowano się pokazywać w czterech ścianach niemal prawdziwego domu, w starannie zaprojektowanych wnętrzach łazienki, kuchni, hallu i pokoju jadalnego. Pomimo wspomnianych różnic cel tego projektu jest zgoła ten sam – wzrost sprzedaży oraz umocnienie rynkowej pozycji firmy, także dzięki nadaniu nowej jakości w sferze współpracy na linii salon – architekt.
Pierwszy w Polsce (i jednocześnie 250-ty na świecie) „The House of Villeroy & Boch” funkcjonuje od 31 stycznia tego roku. Rola pioniera przypadła łódzkiej firmie Glaz-Bud. Drugi polski dom Villeroy & Boch powstał już 18 maja, w salonie firmy Excellent w Krakowie. Trzy kolejne prezentacje tego typu zostaną oddane w najbliższym czasie: pod koniec
października swój „House” zainauguruje warszawska firma Bilmex, zaś w listopadzie dołączą białostocki Akcess i firma Vio-Mac
z Ryk. Decyzja o stworzeniu ekspozycji jest zwykle motorem zmian w formie istniejących salonów, np. firma Excellent powiększyła powierzchnię ekspozycyjną o ok. 400 m2.
Ekspozycję „The House of Villeroy & Boch” widzieliśmy wcześniej na zagranicznych targach branżowych. Sprowadzając ją do Łodzi liczyliśmy na zwrócenie uwagi szczególnie wymagających, ceniących luksusowe wnętrza klientów. I tak się stało. Ekspozycja wyróżnia nas spośród wielu innych ekskluzywnych salonów łazienkowych. Posiadanie u siebie takiej wystawy to zresztą również duży prestiż dla salonu – twierdzi Renata Karolczak, właściciel firmy Glaz-Bud – Pierwsi chętni do urządzenia swojej łazienki dokładnie tak jak pokazuje ekspozycja pojawili się już krótko po jej premierze. Wysiłek poniesiony na jej przygotowanie przełożył się także na zdecydowany wzrost zainteresowania prezentowanymi produktami oraz oczywiście na wielkość sprzedaży. Prezentacja jest bardzo pomocnym narzędziem dla architektów – wysublimowane realizacje  sprawiają, że poszczególne produkty zdecydowanie silniej przemawiają do klientów. Jest to solidna baza dla późniejszej współpracy pomiędzy nami a architektem i klientem.
Ekspozycja stanowi również pomocny instrument od „technicznej” strony procesu urzeczywistniania wizji konkretnej łazienki, pożądany z punktu widzenia tak architekta, jak i przyszłego użytkownika.
Nie każdy klient dysponuje wyobraźnią przestrzenną i jest w stanie wyobrazić sobie jak dany produkt będzie funkcjonował we wnętrzu jego łazienki; „The House of Villeroy & Boch” bardzo w tym pomaga – twierdzi Katarzyna Malinowska, architekt.

SIŁA TRADYCJI. Opisane przykłady, jakkolwiek bardzo ciekawe (i potrzebne) na pewno nie podważają kształtu i istoty salonu łazienkowego, do jakich zdążyliśmy się już przyzwyczaić w ciągu ostatnich kilkunastu lat. „Tradycyjna” forma prezentacji wyposażenia łazienkowego jest (i jeszcze długo będzie) bardzo potrzebna klientom, którzy przy aranżowaniu swej łazienki pragną wyjść poza pewien standard, a którzy z różnych względów nie są w stanie skorzystać z pomocy profesjonalisty.
Nasz salon to poza „The House of Villeroy & Boch” także 300 m2 pozostałej powierzchni wystawienniczej, która nie jest statyczna – co jakiś czas całkowicie przebudowujemy po kilka boksów aby z jednej strony pokazać nowości rynkowe, z drugiej zaś zaproponować naszym klientom całkowicie nowe propozycje i rozwiązania projektowe – dodaje Renata Karolczak –  Wypracowane zasady działania różnią nas od firm o charakterze sieciowym, ale jak pokazuje doświadczenie i nasze wyniki sprzedaży - określiliśmy je w optymalny sposób.
Nowe inicjatywy z pewnością czynią sferę dystrybucji wyposażenia łazienkowego pełniejszą i lepiej dopasowaną do potrzeb zgłaszanych przez poszczególnych uczestników tego rynku. Dotyczą one tzw. najwyższej „półk”i rynku, która ostatnimi czasy stała się szczególnie ciekawa, i w której, przy odpowiednim przygotowaniu i dużej ilość pracy można sporo osiągnąć.
Znany mi jest przypadek pewnego salonu  w Olsztynie – mówi Jerzy Aniećko, kierownik salonu Rafa/Gen-Bud w Białymstoku – W sytuacji, kiedy miejscowi konkurenci narzekają na problemy ze sprzedażą wyposażenia z wyższego segmentu i konieczność np. ciągłego rabatowania, wspomniany salon notuje godne pozazdroszczenia obroty. Jak widać ważny jest po prostu pomysł na biznes, w którym skupia się m.in. przemyślana współpraca z architektami, odpowiednie podejście do klienta i konsekwencja w realizacji wytyczonych celów.
ANDRZEJ TOPCZEWSKI
zdjęcia: archwium firm

OPINIA
Paweł Kopciński, dyrektor sprzedaży detalicznej firmy Gen-Bud
W salonie Rafa dostarczamy klientom poczucia wyjątkowości i spersonalizowanej wolności poprzez tworzenie dla nich unikatowych wnętrz łazienek odzwierciedlających ich osobowości, ich charakter. Naszą ideą jest inspirowanie architektów i klientów, ukazywanie im nowych propozycji produktowych i wzorniczych, często o bardzo innowacyjnej i odkrywczej formie. Architekci w sposób idealny łączą nas z klientem tworząc dla niego własne prywatne wnętrze. Tworzą w swoich pracach klimat i formę danego pomieszczenia, my pomagamy w doborze poszczególnych elementów oraz zajmujemy się całą sferą techniczną i biznesową. Maksymalizacja komfortu pracy architekta to jeden z naszych pryncypiów. Udaje się nam to realizować dzięki fachowemu personelowi, który jak w każdej firmie sieciowej stanowi jeden z warunków  sukcesu rynkowego. Godziny pracy dostosowujemy do indywidualnych potrzeb każdego z klientów. Zdecydowaliśmy się na nieduże salony z aranżacją ukazującą trendy, klimaty i technologie obecnie stosowane połączone z wysoce wyspecjalizowaną kadrą. Docelowo chcemy być marką rozpoznawalną w całym kraju, na to jednak potrzeba nam trochę czasu i dużo pracy. Dla naszej firmy Rafa jest filozofią działania rynkowego, zrozumieniem potrzeb klientów, siłą i rozróżnieniem rynkowym, stworzeniem sieci salonów łazienkowych, w których klient jest sednem istnienia a filozofia obsługi oparta jest na współudziale tworzenia miejsca intymności i relaksu. Z kolei dla klientów jest obietnicą, wyróżnieniem, odprężeniem fizycznym i psychicznym, stworzeniem otoczenia (w łazience) umożliwiającego pełny komfort fizyczno – emocjonalny oraz bezstresową formą wyboru produktów, w oparciu o sugestywny przekaz multimedialny.

opinia

Magdalena Gniadzik, dyrektor zarzadzający Villeroy & Boch Polska
Ekspozycja „The House of Villeroy & Boch” i cała jej idea to, poza wszystkim innym także instrument ukierunkowany na współpracę konkretnej firmy handlowej z architektami i projektantami wnętrz. Taka forma ekspozycji wyznacza pewien poziom i prestiż. Dzięki niej klient nabywa pewności, że produkt jest wart swojej ceny, i że niemałe w końcu pieniądze zostały dobrze wydane. Z punktu widzenia architekta ułatwia to przekonywania klientów do określonych produktów i rozwiązań. Jest to swego rodzaju pierwszy stopień do dalszej twórczej pracy – nie liczymy tu (jak wiele salonów niegdyś) ile razy sprzedała się dana prezentacja czy dany boks i ile razy on się zwrócił. Doświadczenia kilku miesięcy pozwalają nam stwierdzić, że wszystko powyższe przekłada się na wzrost sprzedaży wyposażenia sygnowanego marką Villeroy & Boch. Jakkolwiek w bieżącym roku rynek wyraźnie zwyżkuje i trudno jest dokładnie stwierdzić, w jakim stopniu wzrost zainteresowania ofertą Villeroy & Boch warunkowany jest właśnie istnieniem posiadaniem  „House`u” w ekspozycji, to z pewnością znaczna część tego wzrostu (w przypadku obu firm posiadających ekspozycję) determinowana jest właśnie jego istnieniem. „The House of Villeroy & Boch” ma również inne zadania, istotne z punktu widzenia całej branży. Po fali upadków firm handlowych potrzebne jest „podciągnięcie” poziomu oferty; rynek jest jeszcze daleki od pełnego nasycenia.

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA