Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Mówią przedstawiciele firm handlowych

REKLAMA

Kwestie finansowe mają w prowadzeniu biznesu niewątpliwie wielkie znaczenie, a wszelkie perturbacje z nimi związane w znaczący sposób wpływają na funkcjonowanie firm. Zatory płatnicze to jedna z najbardziej dotkliwych barier w rozwoju każdej branży. Dotyczy to w szczególności szeroko ujętej branży sanitarnej, która jest w dużym stopniu uzależniona od sytuacji w całym budownictwie.

Od dłuższego już czasu rynek jest bombardowany informacjami o pojawiających się coraz częściej zatorach płatniczych. Już w latach 2008-2009 terminowość zobowiązań spadła drastycznie z 47 do poniżej 30%. Jak wynika z raportu DunTrade D&B w ubiegłym roku tylko trzy na dziesięć faktur zostały opłacone w terminie. Aż 10% płatności było opóźnionych o co najmniej 90 dni. Mniej terminowo w Europie zobowiązania realizują tylko firmy z Portugalii i Hiszpanii (odpowiednio 10,7 i 10,5%). Według najnowszego badania laureatów konkursu „Gazele Biznesu”, zatory płatnicze były w drugim kwartale tego roku największą barierą rozwoju polskich firm. Aż co czwarta badana firma stwierdziła, że niemoc w ściąganiu zobowiązań hamuje ich rozwój w największym stopniu. Kwartał wcześniej tę odpowiedź wskazało 14% firm, a przed sześcioma miesiącami tylko 10%. Jak wskazują autorzy badania, zator płatniczy do tej pory był dopiero trzecią bądź czwartą największą przeszkodą polskich firm. Na czele niechlubnego rankingu znalazł się po raz pierwszy w dwuletniej historii badania. Co ciekawe, problem narasta, mimo że teoretycznie sytuacja finansowa statystycznej firmy się poprawia. Depozyty przedsiębiorstw w bankach szybko rosną (tylko w maju tego roku poszły w górę o 8,2% rok do roku), a wskaźnik płynności (oszczędności wobec bieżących zobowiązań) wzrósł w pierwszym kwartale do rekordowego poziomu 38,9%. Jak informuje GUS, tylko w pierwszej połowie roku polskie firmy zarobiły na czysto 56 mld zł, a ich oszczędności to blisko 170 mld zł. Ponadto w lipcu kolejny raz wzrosła wartość kredytów zaciąganych przez firmy.
Niekorzystne zjawisko zatorów płatniczych w różnym stopniu dotyka różnych branż. Sytuacja w branży sanitarnej stanowi odbicie sytuacji w całym budownictwie. Wg cytowanego wcześniej raportu, tylko w czerwcu w branży budowlanej firmy zgłosiły 255,6 mln zł zaległych płatności. Oznacza to wzrost w ujęciu rocznym o 32%. To najgorszy wynik tego sektora od trzech lat. Zgłoszono ponad 5,8 tys. firm budowlanych zalegających z płatnością. To o 14% więcej niż przed rokiem. Średnia kwota przeterminowanej faktury w tym miesiącu wyniosła nieco ponad 43 tysięcy zł wobec 20 tysięcy złotych miesiąc wcześniej.
W przypadku branży łazienkowej i sanitarnej w ogóle, wszelkie trudności ze spływem należności koncentrują się zwłaszcza na szczeblu hurtowym. O wpływ zatorów płatniczych na kondycję handlu branży sanitarnej pytamy przedstawicieli dużych organizacji handlowych działających na rynku.
ANDRZEJ TOPCZEWSKI


Janusz Dziedzic, dyrektor ds. sprzedaży w firmie Grudnik Sp. z o.o.
Obecnie jednym z największych problemów firm handlowych w branży jest spływ należności. Przy zazwyczaj ograniczonych środkach własnych, konieczne jest pozyskiwanie kapitału obrotowego, co znacznie zwiększa koszty prowadzenia działalności handlowej. Przyczyny tego stanu rzeczy leżą głównie w obszarze inwestycji i wynikają z tego, że okres przepływu środków w łańcuchu: inwestor – generalny wykonawca – podwykonawcy, znacznie się wydłużył. Powodów jest wiele – najważniejszy z nich jest taki, że inwestorzy zazwyczaj przyjmują faktury po odbiorze zadania, a więc dochodzi jeszcze ustalony na nich termin płatności. To samo dotyczy faktur wystawianych przez podwykonawców. Czas mija, a materiały na te budowy są dawno zakupione, zamontowane i powinny być już zapłacone – nie są, ponieważ firmy będące podwykonawcami nie mają wystarczających środków własnych i są zmuszone kredytować się u dostawców. W zakresie redystrybucji spływ należności jest znacznie lepszy, choć nie idealny. Przyczyny są podobne – klient indywidualny, który płaci gotówką, to tylko część sprzedaży firm zajmujących się sprzedażą detaliczną. Liczny odsetek klientów stanowią małe, często jednoosobowe, firmy instalacyjne, które borykają się z takimi samymi problemami jak firmy duże. Oczywiście, jedną z przyczyn na pewno jest nadużywanie przez odbiorców „możliwości” nie płacenia w terminie. Przy tak dużej podaży towaru i firm dystrybucyjnych trudno jest nierzetelnego płatnika zdyscyplinować, po prostu zawsze znajdzie się chętny, aby sprzedać takiej firmie towar. To wszystko powoduje, że sytuacja w zakresie należności jest właśnie taka jak obecnie.


Krzysztof Zadorecki, prezes zarządu Grupy ABG Sp. z o.o.
Od około roku można zauważyć zdecydowane zmniejszenie się terminowości spływu należności. Większa część branży działa w oparciu o trzystopniowy model dystrybucyjny, z udziałem dużych wyspecjalizowanych hurtowni jako szczebla pośredniego pomiędzy producentem a klientem. I to właśnie dystrybutorzy hurtowi są obecnie podmiotami, które w największym stopniu odczuwają pogarszającą się sytuację płatniczą, stanowiąc swoisty „bufor” dla producentów, finansując pojawiające się opóźnienia płatnicze. Pogarszająca się wciąż sytuacja prowadzi nieuchronnie do konieczności zaostrzania przez hurtownie kryteriów przyznawania kredytów kupieckich dla firm instalacyjnych, jak i sklepów detalicznych. Co w przejściowym okresie może powodować spadek sprzedaży i rynkowej migracji mniej wiarygodnych klientów.
Jesteśmy przekonani o konieczności tych działań, które docelowo wyeliminują z rynku nierzetelne lub po prostu słabsze podmioty, nieprzygotowane do radzenia sobie ze wzrastającą konkurencją profesjonalizującego się rynku.
Obecnie, dystrybucja artykułów wyposażenia łazienek odbywa się poprzez m.in. malejącą sieć sklepów detalicznych małopowierzchniowych, operujących przede wszystkim w regionach o mniejszym potencjale nabywczym, ze szczególnym uwzględnieniem mniejszych miejscowości. Obsługują one klienta detalicznego oraz lokalne, małe firmy wykonawcze. Niestety coraz częściej przegrywają z sieciami sklepów wielkopowierzchniowych typu DIY, szczególnie w zakresie asortymentu ekonomicznego. Trend ten będzie narastał wraz ze zwiększaniem ilości marketów budowlanych.
Wyższy segment, tzw. design, obsługiwany jest przede wszystkim przez salony łazienkowe o większej niż zwykłe sklepy powierzchni, oferujące specjalnie przygotowane we współpracy z dostawcami ekspozycje i aranżacje. Znaczący wpływ na ich sytuację zaczyna mieć sprzedaż internetowa, odbierając część klientów zachęconych niższą ceną. Wydaje się, że to właśnie ten rodzaj graczy rynkowych jest najbardziej zagrożony wzrostem sprzedaży internetowej oraz prognozowanym spadkiem ogólnej koniunktury.
Z analizy obecnej sytuacji można wnioskować, że wzmiankowana wyżej sprzedaż internetowa natrafia na strukturalne bariery utrudniające dalszy, dynamiczny rozwój. Wszystko wskazuje na to, że mimo wciąż wzrastającej ilości sklepów udział tego kanału dystrybucji nigdy nie dojdzie do kilkudziesięciu procent, co jest już faktem w branży AGD czy RTV.
Większość firm instalacyjnych i wykonawczych, podobnie jak i deweloperów zaopatruje się przede wszystkim w wyspecjalizowanych hurtowniach. Ten kanał dystrybucyjny wydaje się być najbardziej stabilny. Jest on jednak obecnie w znaczącym stopniu rozdrobniony i spodziewane pogorszenie koniunktury najprawdopodobniej uruchomi procesy konsolidacyjne, wyłaniając kilka dominujących organizacji handlowych.
Rynek wyposażenia łazienek można podzielić na renowacje stanowiące ok. 80% oraz nowe realizacje odpowiadające za ok. 20% obrotów. W tym ostatnim segmencie spadek zanotowano już w roku 2008, a obecnie po kilkumiesięcznej odbudowie popytu prognozuje się, dalsze pogorszenie koniunktury. Dotychczas, pomimo panoszącego się na swiecie kryzysu, konsumpcja w Polsce wykazywała stały wzrost, także w zakresie remontów mieszkań i domów. Niestety w najbliższym czasie także i w tej, jakże ważnej dla kondycji całego rynku, części spodziewamy się osłabienia popytu. Reasumując, w najbliższej perspektywie należy się spodziewać pogorszenia koniunktury, nie wyłączając możliwości spadku całości rynku. Wobec nieuregulowanej obecnie sytuacji na rynkach światowych trudno nawet określić kiedy w Polsce znów w znaczący sposób zwiększy się  dynamika produkcji budowlanej.


Maciej Korycki, dyrektor, prokurent w Grupie SBS Sp. z o.o.
Pierwsze osiem miesięcy tego roku były znacząco lepsze w zakresie wartości obrotu, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Z pewnością duży wpływ na tę sytuację miała dużo łagodniejsza i krótsza zima. Grupa SBS odnotowała w tym okresie 16% wzrost obrotów, co też jest wynikiem zbliżonym do osiągnięć innych podmiotów działających w tej branży. Jako baczni obserwatorzy rynku dostrzegamy jednak narastające problemy z terminowym regulowaniem płatności. Szereg firm płaci swoje zobowiązania z coraz dłuższym opóźnieniem. Na szczęcie nasza organizacja już u początku swego powstania przyjęła zasadę, że należności w Grupie SBS muszą być zabezpieczone gwarancjami bankowymi. To daje dla wszystkich Parterów Grupy duże poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Przyszłość naszym zdaniem rysuje się jeszcze bardziej w „brunatnym kolorze”. Ostanie cztery miesiące tego roku najprawdopodobniej będą dużo słabsze w sprzedaży, niż porównywalny okres roku ubiegłego. Co przy olbrzymiej determinacji firm do zwiększania wolumenu obrotu, będzie skutkowało dużym spadkiem marż, a co za tym idzie dalszym pogorszeniem płynności finansowej firm. Duży wpływ na niższe marże ma również sprzedaż w sklepach internetowych. Bo choć nie jest to znacząca sprzedaż w sensie fizycznym, to jednak jest znaczącym źródłem informacji cenowej.
Słabsza koniunktura, przy jednoczesnym wzroście środków na rachunkach to wynik bardzo niskiego wskaźnika optymizmu i zachowawczej postawy inwestorów. Do tego dokłada się realizacja inwestycji budżetowych, gdzie inwestor często posiada środki tylko wirtualne, a nie rzeczywiste. Przewidujemy, że tegoroczna zima może być okresem ciężkiej próby i szereg firm może jej nie przetrwać, zwłaszcza gdy spodziewany niekorzystny trend nałoży się na zwyczajowe zimowe spowolnienie.
Olbrzymia odpowiedzialność za dalszy rozwój tej branży spoczywa na barkach producentów. Pytanie, czy wytrzymają oni napięcie związane ze spadkiem rynku i nie będą chcieli sterować „ręcznie” sprzedażą i podtrzymywać przy „życiu” firm, które stracą płynność finansową. Jeśli tak się stanie, to zapewne spowoduje to znaczące zamieszanie w zakresie cen i marż. I w konsekwencji zapewne również osłabi te firmy, które na dzień dzisiejszy posiadają mocną pozycję finansową. Te firmy, które przetrwają nadchodzący kryzys, wyjdą z niego znacząco wzmocnione.

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA