Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Drożejąca złotówka wpływa na sytuację polskich importerów wyposażenia łazienek

REKLAMA

Niemal pół roku temu na łamach naszego miesięcznika poruszyliśmy zagadnienie wpływu umacniającej się złotówki na kondycję polskich eksporterów branży łazienkowej. Drożejąca polska waluta przekłada się również na sytuację innych uczestników tego rynku, a mianowicie importerów wyposażenia średniego i wysokiego segmentu.

O ile złotówka umacnia się systematycznie względem najważniejszych walut od ponad 3 lat, o tyle bieżący rok to okres szczególnego nasilenia tej tendencji, z apogeum na początku lata, kiedy to kurs europejskiej waluty mocno zbliżył się do 3 złotych (patrz wykres). Sprawiło to, że coraz więcej osób zaczęło weryfikować ceny dóbr pochodzących z importu przez pryzmat chwilowego, wspomnianego wcześniej kursu. W różnych branżach dało się (i daje w dalszym ciągu) zauważyć charakterystyczne zjawisko. Obniżki cen detalicznych (jeśli już następowały) tych dóbr często pozostawały znacząco w tyle za obniżkami kursu euro i dolara, zaś importerzy stosowali do przeliczania cen na złote mniej atrakcyjne z punktu widzenia ostatecznych klientów kursy sprzed 6 miesięcy, a nawet sprzed roku. Rekordy w tej dziedzinie biły firmy zajmujące się sprzedażą odzieży; niektóre z nich ceny na rynku polskim ustalały w oparciu o kurs dochodzący do 5 złotych za 1 euro. Jednocześnie ukształtowała się tendencja (szczególnie widoczna w branży motoryzacyjnej, ale nie tylko) podawania w oficjalnych cennikach cen jedynie w złotych, który to zabieg utrudnia klientom dokonywania szybkich porównań cen pomiędzy Polską a krajami pochodzenia.
KURSY A CENY. Sytuacja na rynku walutowym przełożyła się na działania firm importowych także w branży łazienkowej. W oczywisty sposób były one właściwe produktom z segmentów średniego i wysokiego, ponieważ tzw. ekonomiczny segment jest dosyć dobrze opanowany przez rodzimych producentów praktycznie we wszystkich asortymentach.
Generalnie na polskim rynku dało odczuć się ruchy dostosowujące ze strony importerów, mające na celu aktualizację cen w oparciu o coraz wyższy kurs złotówki. Jednocześnie można było jednak zauważyć, że nowo kalkulowane ceny były zwykle nieco wyższe od tych, które wynikałyby z wykorzystania cennika producenta podanego w euro i kantorowego kursu walut czy nawet średnich kursów NBP. Dotyczyło to zwłaszcza początku lata, kiedy złotówka była szczególnie mocna. Bezwzględna różnica pomiędzy obydwoma kursami dochodziła wówczas do 30 groszy.
Na opisany stan rzeczy ma wpływ wiele czynników. Dla europejskich (zwłaszcza niemieckich) tuzów rynku wyposażenia łazienkowego sprzedaż na polskim rynku to jedynie ułamek całości realizowanych obrotów. Generuje to dalece większe (nawet jeśli pominąć koszty samego transportu) koszty o charakterze logistycznym i organizacyjnym, które finalnie muszą przełożyć się na odpowiednio wyższą cenę na polskim rynku. Dotyczy to szczególnie rzadkich asortymentów, które nie są dostępne od ręki i na które trzeba oczekiwać nawet przez kilka tygodni.
Ze swej strony obserwujemy, że polscy importerzy, przynajmniej ci, z którymi mamy bliższy kontakt, starają się na bieżąco reagować na umacnianie się złotówki i systematycznie obniżać ceny. Niemniej jednak kurs przeliczania cen z euro na złote nie osiągnie niskiego kursu kantorowego - najważniejszym powodem są tu koszty logistyczne, które w przypadku naszej branży, szczególnie przy mniej popularnych asortymentach, bywają wysokie - twierdzi Marcin Kucharski, specjalista ds. inwestycji w firmie Eurodom Plus.
Odpowiednio wyższy od \"chwilowego\", kantorowego kursu parytet złotego do euro sto-
sowany przy rozliczeniach za zakupy w impor-cie to również wyraz chęci zabezpieczenia przed dużą zmiennością kursów walutowych oraz swoista stabilizacja polityki cenowej w dłuższym okresie. Wyższe kursy, po których ustalane były ceny to także efekt dokonywania importowych zakupów większymi partiami sprzedawanymi później przez stosunkowo długi czas, w którym to okresie złotówka dynamicznie zyskiwała na wartości.
Z drugiej strony nieodosobnione były także przypadki różnych działań wiodących ku finalnej rzeczywistej obniżce cen, nie związanych z radykalnym przekonstruowywaniem cenników w złotych. 
- Nie należy zapominać o jaśniejszej stronie tej sytuacji - cena jaka mogłaby wynikać ze stosowania wyższego przelicznika walutowego jest ostatecznie zmniejszana przez wyższe rabaty, które firmy udzielają klientom. Choć poprawia to sytuację naszego ostatecznego odbiorcy, to nadal nie rozwiązuje problemu - dodaje Elżbieta Trybuś, dyrektor rynku polskiego w firmie Duravit Polska.
OGRANICZONY WPŁYW. Od pewnego czasu zjawisko \"nie nadążania\" cen detalicznych za spadkami kursów walut stało się, z uwagi na społeczną \"nośność\" tej tematyki, jednym z częstszych tematów poruszanych także przez prasę codzienną, co przy nie zawsze należytej skrupulatności dzienników w podawaniu i prezentacji informacji gospodarczych skutkowało swoistym szumem informacyjnym, na którym ucierpiało szereg firm, także te z branży wyposażenia łazienkowego. Jako przykład można przywołać informację opublikowaną m.in. w \"Dzienniku\" w wydaniu z 12 lipca tego roku (podaną za Polską Agencją Prasową), opisującą praktyki przeliczania przez firmy handlowe cen importowanych artykułów po kursach sprzed roku, a nawet dwóch. W artykule tym wymieniono także jedną markę wyposażenia łazienkowego z importu, a mianowicie Duravit. Zgodnie z przesłaniem autora artykułu, oferta sygnowana tą marką miała być sprzedawana po cenach ustalanych w oparciu o kurs na poziomie aż 3,80 zł za 1 euro, co w tym przypadku mijało się z prawdą oraz nie odnosiło się do specyfiki funkcjonowania wspomnianej marki na polskim rynku. Po pierwsze rzeczywisty kurs do przeliczania cen był niższy od podanego w artykule. Po drugie zaś charakterystyka polskiego rynku sprawia, że część funkcjonujących na polskim rynku przedstawicielstw znanych, zachodnioeuropejskich marek ma ograniczony wpływ na wysokość cen sygnowanych nimi produktów sprzedawanych w Polsce.
Mimo istnienia przedstawicielstwa w Polsce, towar dostępny w sklepach jest kupowany przez polskich dystrybutorów nie w Polsce w złotówkach, lecz w niemieckiej centrali w euro - deklaruje Elżbieta Trybuś. - Każdy sprzedawca ma obowiązujący cennik w euro, który stanowi bazę do wyceny produktów po kursie z danego dnia lub dnia zakupu. W obecnej sytuacji jest to dla nabywcy bardzo korzystne. Niestety, obok firm podchodzących do całej sprawy bardzo rzetelnie (m. in. BIMs Plus i cała Grupa Saint Gobain), są też podmioty, które bieżące transakcje przeliczają według nieaktualnego i niekorzystnego dla ostatecznych klientów kursu. Dlatego też pracujemy m.in. nad wprowadzeniem oficjalnych katalogów Đ cenników w euro dla klientów detalicznych. Pozwoli im to uzyskać cenę odniesienia, dzięki czemu będą mieli pewność, że mają do czynienia ze sprzedawcą pracującym przy zachowaniu najwyższych standardów. Nasze biuro handlowe jest otwarte również dla klienta indywidualnego, aby udzielać pełnej informacji zarówno o produkcie, jak i o cenie.
RACHUNEK KORZYŚCI. Występowanie opisywanego zjawiska to jedno. Całkowicie inną kwestią pozostaje siła i kierunek jego wpływu na branżę. Biorąc pod uwagę złożoność i dynamikę popytowej części średniego i wysokiego rynku, wpływ ten nie rysuje się jednoznacznie. W przypadku zamożnych konsumentów parametr cenowy nie stanowi najważniejszego czynnika branego pod uwagę przy ewentualnym zakupie, i to niezależnie od tego, czy ceny rosną, czy spadają.
Należy pamiętać, iż klienci zainteresowani ofertą z wyższego segmentu powszechnie korzystają z usług profesjonalistów zajmujących się projektowaniem wnętrz. Dla tej grupy ewentualna obniżka cen detalicznych importowanej oferty, warunkowana umacnianiem się złotego, niewiele zmienia w ich decyzjach. Stanowi swego rodzaju atrakcyjną premię, którą mogą przeznaczyć np. na zakup nie planowanych wcześniej dodatków - mówi Michał Tęsiorowski, koordynator sprzedaży i marketingu w firmie Villeroy & Boch Polska.
Z drugiej strony część przedstawicieli branży dostrzega szanse wynikające z ewentualnej obniżki cen detalicznych oferty pochodzącej z importu, a dokładniej tańszych serii z oferty poszczególnych producentów. Chodzi tu o tę część świadomych klientów, którzy ze względów ekonomicznych nie mogliby sobie pozwolić na te produkty oferowane po wyższych cenach, ustalanych według \"starych\" kursów. Potencjał tego obszaru rynku jest jednak trudny do ustalenia, co sprawia, że podobnie trudno jest określić ekonomiczną opłacalność zwiększonej w kategoriach ilościowych sprzedaży przy zmniejszonej marży jednostkowej. Dodatkowym argumentem za tego typu pobudzaniem sprzedaży jest upowszechnianie się marki oraz jej umocnienie na rynku.
Produkty marki Villeroy & Boch trafiają na polski rynek za pośrednictwem firm - importerów. W dużej mierze od przyjętych przez nich kursów wymiany (euro/PLN) zależy wielkość ceny detalicznej w salonach łazienkowych, wyrażonej w złotych. Nie można tu bagatelizować wpływu ewentualnej obniżki cen na popyt. Nasza oferta jest bardzo szeroka pod względem poziomu cen poszczególnych serii - obejmuje również stosunkowo atrakcyjne cenowo kolekcje ekonomiczne - twierdzi Michał Tęsiorowski. - W przypadku klientów o mniej zasobnym portfelu ewentualne obniżki cen możliwe dzięki zmianom kursów walutowych sprawiają, że nasze produkty zaczynają być w zasięgu finansowym tych osób, stając się atrakcyjną alternatywą np. dla ceramiki sanitarnej rodzimych producentów. Drugim ważnym, o ile nawet nie ważniejszym, kanałem wrażliwym na ruchy cen, jest kanał inwestycyjny, którego znaczenie rośnie.
Na rosnące znacznie klientów - \"łowców okazji\", dla których duże znaczenie ma zarówno renoma marki i jakość produktu, ale również jego atrakcyjna cena, zwraca uwagę także spora liczba firm handlowych prowadzących salony łazienkowe.
- Bez wątpienia atrakcyjny poziom cen jest bardzo ważny dla dużej części klientów, którzy nauczyli się porównywać ceny u różnych dostawców i dokonywać zakupów u tych najtańszych. Dlatego też jednym z naszych zasadniczych celów w tej sferze będzie skupienie się na współpracy z najważniejszymi na polskim rynku importerami dla poszczególnych marek, co w oczywisty sposób przełoży się na wzrost zadowolenia wszystkich uczestników rynku - twierdzi Marcin Kucharski.
PO ZAKUPY ZA ODRĘ. Drożejący złoty przekłada się na sytuację w polskiej branży łazienkowej także z innej strony. Relatywnie taniejąca oferta w strefie euro czyni dokonywane tam zakupy coraz atrakcyjniejszymi z cenowego punktu widzenia. Jeszcze w 2004 roku na łamach naszego miesięcznika opisywaliśmy zjawisko napływu klientów z Niemiec, którzy zachęceni atrakcyjnymi różnicami cen dokonywali zakupów wyposażenia łazienkowego w polskich salonach zlokalizowanych w województwach przy naszej zachodniej granicy. Obecnie zjawisko to wygasło niemal całkowicie; co więcej, wiele wskazuje na to, że tendencja nawet się odwraca. Przeliczane po kantorowym kursie nominalne ceny dużej części artykułów konsumpcyjnych w krajach Unii Europejskiej stały się bardzo atrakcyjne względem cen w polskich sklepach. Ta sama prawidłowość stała się właściwa także dla rynku dóbr inwestycyjnych. Jej wynikiem stał się rosnący import  tzw. \"ciężkiej budowlanki\" z Niemiec, Czech, Słowacji, czy Węgier. Nawet znaczne koszty transportu były w satysfakcjonującym stopniu pokrywane przez różnicę cen we wspomnianych krajach i w Polsce. W przypadku segmentu wyposażenia wnętrz (w tym także łazienkowego), zjawisko to ma dalece mniejsze znaczenie, jednak w obliczu utrzymania się kursu złotego na relatywnie wysokim poziomie nie można go w zupełności bagatelizować.
Nie odczuwamy negatywnego wpływu tego zjawiska na naszą bieżącą działalność; obroty są satysfakcjonujące i zwiększyły się zauważalnie w ciągu bieżącego roku. Niemniej jednak dochodzą do nas informacje o Polakach dokonujących zakupów wyposażenia łazienkowego w niemieckich składach budowlanych i marketach - twierdzi kierownik jednego z salonów łazienkowych z województwa zachodniopomorskiego. - Nie znam profilu tych klientów, ale mogę się domyślić, że są to na ogół młode, samodzielne i dobrze rozeznane w cenach i asortymentach osoby, dokonujące za granicą zakupów zgodnie z wcześniej opracowaną, precyzyjną listą. Dla takich klientów znana marka renomowanego producenta ma większe znaczenie, niż kłopoty spowodowane z realizacją ewentualnych roszczeń z tytułu gwarancji u sprzedawcy zlokalizowanego w innym kraju.
ANDRZEJ TOPCZEWSKI


ASYMETRIA RYNKU
Z wielu względów rynek wyposażenia łazienkowego w Niemczech, będący rodzimym rynkiem dla dużej liczby dostępnych w Polsce marek średniego i wyższego segmentu rządzi się innymi zasadami niż rynek polski. Można tu mówić o swoistej asymetrii rynków polskiego i np. rynków Hiszpanii, Niemiec i Włoch, skąd pochodzi gros importowanego do Polski wyposażenia łazienkowego średniego i wysokiego segmentu. Wciąż dający się zauważyć dysparytet w sile nabywczej pomiędzy klientami z naszego kraju i z wymienionych zamożnych krajów starej UE sprawia, że wyposażenie (i marki) będące tam swego rodzaju standardem, na polskim rynku, z racji ich cen, lokują się w nieco wyższym segmencie. Duża część marek i serii sprzedawanych w Polsce niemal wyłącznie w salonach, w Niemczech trafia do klientów za pośrednictwem baumarketów, co praktycznie wyklucza dużą część kosztów związanych z tworzeniem ekspozycji itp. Ciekawym przykładem obrazującym ten stan rzeczy jest np. sieć niemieckich baumarketów Max Bahr, która w swej ofercie ma m.in. ceramikę sanitarną marek Villeroy & Boch, Ideal Standard oraz Keramag, a także kabiny prysznicowe marki Dusar. Co warte szczególnego odnotowania, dystrybuowane przez tę sieć produkty wspomnianych renomowanych marek wchodzą w skład specjalnie przygotowanych \"marketowych\" serii, których próżno szukać w oficjalnych katalogach i stronach internetowych poszczególnych producentów. Tak określony kanał dystrybucji pozwala tamtejszym klientom zaopatrzyć się w markowe wyposażenie
łazienek w bardzo atrakcyjnych cenach, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę ich średnie dochody.

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA