Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Drożejąca złotówka utrudnia działalność eksportową

REKLAMA

Bardzo silne powiązania polskiej gospodarki ze światem sprawiają, że kursy walutowe, jeden z głównych składowych elementów otoczenia ekonomicznego polskich przedsiębiorstw, mają duże znacznie dla ich bieżącej działalności. Od dłuższego już czasu złotówka dynamicznie się umacnia, co nie pozostaje bez wpływu na sytuację eksporterów, także branży łazienkowej.

Opinie na temat wpływu drożejącej złotówki na kondycję poszczególnych eksporterów są generalnie zgodne - dynamicznie drożejąca polska waluta utrudnia działalność eksportową praktycznie na wszystkich rynkach zagranicznych. Efekt jest taki, że eksporterzy otrzymują w złotówkach mniejsze kwoty z tytułu sprzedaży swych wyrobów na rynkach zagranicznych. W ten sam sposób firmy pragnące zachować rentowność na dotychczasowym poziomie muszą liczyć się z zauważalnym wzrostem cen ich oferty na rynkach zagranicznych, co na ogół przynosi niekorzystne następstwa. 
- Silna złotówka mocno oddziałuje na sytuację eksporterów. W szczególności na małe firmy, których produkcja nie wymaga importu, oraz które nie zabezpieczają się przed ryzykiem kursowym. Ze względu na fakt, że nie jesteśmy jeszcze w strefie euro, a walutą bazową (w kalkulacji technicznego kosztu wytworzenia oraz oferty) jest złoty, ma to duży wpływ na marże oraz atrakcyjność oferty - twierdzi Tomasz Badora, dyrektor sprzedaży zagranicznej w firmie Elita.
Kłopot z siłą polskiej waluty ukazały m.in. ostatnie badania przeprowadzone przez Narodowy Bank Polski, które potwierdziły spadek opłacalności eksportu. Dla 56% badanych firm kurs dolara spadł poniżej opłacalnego, a w przypadku euro - dla 29% firm. Przeszło 15% firm wskazało kurs walutowy jako najważniejszą barierę, która w pierwszej połowie 2008 roku może pogorszyć ich sytuację ekonomiczną. W ten sposób mniej dotkliwą barierą, w stosunku do poprzedniego badania, okazały się braki kadrowe.
Sytuacja ta różnie przekłada się na wyniki poszczególnych eksporterów. W gorszej sytuacji pozostają producenci zorientowani na segment popularny - atutem ich oferty pozostawała konkurencyjna cena, która rośnie wraz z umacnianiem się złotego. W nieco lepszej sytuacji znajdują się producenci nastawieni na ofertę z wyższego segmentu.
Ewentualne wzrosty cen ich produktów wyrażane w zagranicznych walutach są relatywnie mniej dotkliwe niż w przypadku firm zajmujących się produkcją tańszej, przeznaczonej dla mniej zamożnych klientów oferty. Ponadto dla ostatecznych klientów tych firm największe znaczenie ma jakość produktu, wysokie właściwości użytkowe oraz renoma marki. Sprawia to, że wspomniane wzrosty cen nie są postrzegane przez nich jako szczególnie dotkliwe, co z kolei nie przekłada się w negatywny sposób na sprzedaż.
Utrudnieniem jest nie tylko sam spadkowy trend kursów poszczególnych walut, ale także ich duża zmienność w krótkich okresach, co dodatkowo komplikuje bieżące prowadzenie rozliczeń sprzedaży eksportowej. 
- Sytuacja w tej dziedzinie rozwija się dwojako. W przypadku transakcji rozliczanych po kursie dnia następstwa taniego dolara nie są jeszcze zbyt dotkliwe. Inaczej jest w przypadku transakcji wcześniej kontraktowanych według stałego kursu, które mogą z tego tytułu wpływać na obniżanie naszych wyników sprzedaży eksportowej - twierdzi Bolesław Stutko, kierownik działu sprzedaży i marketingu w firmie Witrochem.
Silny złoty ma również swe pozytywne strony. Bardzo duża część polskich wytwórców wyposażenia łazienkowego importuje niezbędne do produkcji komponenty oraz elementy technicznego uzbrojenia produkcji. Jest tak np. z akrylem stosowanym do produkcji wanien i brodzików, stalą używaną przy wytwarzaniu grzejników dekoracyjnych, metalami kolorowymi oraz określonymi grupami specyfików wykorzystywanych w przemyśle ceramicznym. Stosunkowo mocny złoty przekłada się na relatywne obniżenie cen tych surowców, a ściślej, na wyraźne zahamowanie ich wzrostów, generowanych przez zewnętrzne względem naszej gospodarki czynniki. Pozytywnie wpływa to na wyniki finansowe ze sprzedaży ogółem (na eksport, jak i na rynek własny). Z drugiej strony, dalsze umacnianie się złotówki w dłuższym okresie może niemal całkowicie wyeliminować ten pozytywny efekt.
Oczywiście firmy starają się zniwelować koszty oraz różnice kursowe poprzez import półproduktów, jednak ze względu na wzrost kosztów pracy, który stanowi istotny udziału w technicznym koszcie wytworzenia produktu, bilans ten jest ujemny - dodaje Tomasz Badora.

Gdzie jest próg? Praktycznie jedynych danych opisujących polski eksport wyposażenia łazienkowego dostarcza Główny Urząd Statystyczny. Abstrahując od nie zawsze odpowiadającej wymogom współczesnego rynku metodologii wspomnianych badań, zdają się one potwierdzać deklaracje samych eksporterów z polskiej branży łazienkowej. Sprzedaż zagraniczna, pomimo nasilających się niesprzyjających warunków, ma się wciąż stosunkowo dobrze. Jeszcze w ubiegłym roku eksperci sądzili, że kursy euro na poziomie 3,7-3,8 zł i dolara na poziomie 2,7-2,8 zł są granicą opłacalności sprzedaży eksportowej, a jak wiadomo poziomy te zostały znacząco przekroczone. W przypadku przedsiębiorstw o czysto krajowym kapitale główną przyczyną tego stanu rzeczy wydają się pozytywne efekty dogłębnych reform przeprowadzonych przez te firmy w czasach, gdy popyt krajowy był dalece niższy niż obecnie. Wówczas właśnie dokonywano znaczącego cięcia kosztów, przebudowy oferty oraz poszukiwano nowych rynków zbytu. Wydaje się jednak, że te swoiste rezerwy efektywności zdają się już być na wyczerpaniu. Co więcej, na światowych rynkach w ciągu ostatnich 2-3 lat zdecydowanie wzrosły ceny stali, metali kolorowych oraz tworzyw sztucznych, co przełożyło się zdecydowanie na presję kosztową. Podobnie na koszty produkcji przełożyły się dynamicznie rosnące koszty energii oraz robocizny. Sytuacja ta nie może więc trwać w nieskończoność.
Wiele wskazuje na to, że eksporterzy będą musieli radzić sobie z jeszcze niższą ceną euro - nawet o kilkadziesiąt groszy. Wielu analityków spodziewa się, że z końcem tego roku jego kurs względem złotego wyniesie 3,3-3,4 zł. Jednym z głównych czynników wpływających na takie prognozy są zwłaszcza przewidywania co do zmian głównych stóp procentowych pozostających w gestii Rady Polityki Pieniężnej. Jeszcze bardziej dramatycznie kwestia ta rysuje się w odniesieniu do dolara amerykańskiego - prognozy mówią o nawet 2 zł za jednego dolara jeszcze w tym roku. Słabość amerykańskiej waluty sprawia, że coraz więcej państw przechodzi na euro, zarówno Chiny jak i byłe kraje ZSRR (Rosja, Ukraina), gdzie do tej pory podstawową walutą był dolar.
Kurs opłacalności eksportu jest różny w przypadku różnych firm, także działających w jednej branży. Pomimo tego poszczególni eksperci starają się podawać jednak uśredniony kurs dla całej gospodarki, który obecnie jest niepokojąco zbliżony do kursów notowanych na rynkach walutowych. Najczęściej podawany jest zakres 3,4-3,45 zł za euro. Kurs opłacalności na tym poziomie określił m.in. Witold Koziński, kandydat na wiceprezesa NBP. Może to oznaczać dla dużej części firm osiągnięcie granicy opłacalności eksportu. Przedstawiciele firm-eksporterów branży łazienkowej deklarują najczęściej, że wciąż za wcześnie jest na prognozowanie skutków długookresowego spadku kursów głównych walut, jednak sformułowanie \"ograniczenie produkcji\" pada na tyle często, że nie da się nie zauważyć wagi problemu - mimo obecnej koniunktury na rodzimym rynku raczej mało prawdopodobnym wydaje się być ew. wchłonięcie przez niego produkcji, którą wcześniej kierowano właśnie na eksport. Tym bardziej, że przez długi czas sprzedaż eksportowa była dla wielu firm praktycznie jedynym sposobem na możliwie najpełniejsze wykorzystanie posiadanych mocy produkcyjnych.

Ekspansja z Dalekiego Wschodu. Silna złotówka uderza też w producentów zorientowanych na niższy segment także z innej strony - czyni zdecydowanie tańszym import wyposażenia łazienkowego z Dalekiego Wschodu, które coraz liczniej obecne jest na naszym rynku. Zmusza to polskie firmy z segmentu ekonomicznego do konkurencji cenowej, która w obliczu wspomnianej presji na wzrost kosztów produkcji w Polsce oraz konieczności przekierowania części produkcji z eksportu na rodzimy rynek może mieć bardzo negatywne skutki.
- Uważam, że należy docelowo wprowadzać na rynek produkty ze średniej oraz wyższej półki. Tu liczy się jakość; cena też ma wpływ, ale nie jest jedynym wyznacznikiem jak przy produktach ekonomicznych, które przy dalszym umacnianiu się złotówki, wzroście kosztów oraz importu z rynków azjatyckich nie będą konkurencyjne - dodaje Tomasz Badora.
Złoty drożeje i wiele wskazuje, że tendencja ta będzie się podtrzymywać jeszcze co najmniej do 2010 roku. Taka jest m.in. opinia Ministerstwa Finansów zawarta w projekcji kursu walutowego na lata 2008-10, stanowiącej część aktualizacji programu konwergencji. Najważniejszym czynnikiem, który może przyczynić się do unormowania sytuacji w tej dziedzinie (z punktu widzenia eksporterów) jest spodziewane wprowadzenie euro w naszym kraju.
- Najważniejszym pozytywnym oczekiwaniem względem ew. wprowadzenia euro w Polsce jest eliminacja kosztów transakcyjnych i ryzyka walutowego; mówi o tym 75% badanych przez nas firm. Nie myślą one natomiast o tym, że euro da im większe możliwości ekspansji na nowe rynki. O to dbają już same - twierdzi Krzysztof Marczewski z Państwowego Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.
ANDRZEJ TOPCZEWSKI

Lata wzrostu - czy tendencja ta jest do utrzymania?
Eksport wyposażenia łazienkowego (łącznie z płytkami ceramicznymi) to jedynie drobny ułamek całego polskiego eksportu ogółem, który w zeszłym roku zamknął się w kwocie 101 mld euro, co oznacza przeszło 15% wzrostu w porównaniu z rokiem 2006. Jego szczególną cechą były dynamiczne wzrosty, notowane od roku 2005. I tak np. eksport wyrobów sanitarnych z tworzyw sztucznych według danych GUS wzrósł ze 180 mln zł w 2005 r. do przeszło 214 mln zł w roku 2007 (dane tylko za pierwsze 3 kwartały). Podobnie wzrastał eksport ceramiki sanitarnej (od ok. 301 mln zł do 328 mln zł w analogicznych okresach) czy płytek ceramicznych. Czas pokaże, czy  taka dynamika będzie utrzymana - potencjalnym ograniczeniem  może być nie tylko drożejąca złotówka, ale także spowalniające gospodarki krajów UE.


Warto się zabezpieczyć
Najczęściej eksporterzy sięgają po zerokosztowe strategie opcyjne czy transakcje typu forward. Z tych ostatnich można skorzystać już przy transakcjach od 10 tysięcy euro lub dolarów. W tym celu wymagana jest odrębna umowa do zawierania transakcji terminowych i przyznanie przez bank tzw. limitów pod dokonywanie tego rodzaju transakcji bądź złożenie kaucji - depozytu zabezpieczającego transakcje, który wynosi od 3 do 10% wielkości transakcji w zależności od czasu jej trwania. Każdą tego typu transakcję warto negocjować i ustalić marżę, która stanowi wynagrodzenie banku. Z drugiej strony jednak, jak wskazują na to m.in. badania NBP, choć te narzędzia stały się powszechnymi, to bardzo wiele z wykorzystujących je firm uważa, że stosowanie tych mechanizmów nie jest korzystnym rozwiązaniem, ponieważ jest to zbyt droga usługa. Dodatkowo w umowach z bankami często znajduje się zapis, że instytucja finansowa pokrywa różnicę kursową tylko do pewnego pułapu.
 

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA