Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Polska płytka rośnie w siłę

REKLAMA

Płytki zachodnich producentów, czyli głównie włoskie i hiszpańskie, w ciągu ostatnich lat przeżyły ogromny spadek sprzedaży. Głównym powodem było wypieranie ich z rynku przez krajowych producentów. Jednak wszystko wskazuje, że w tym roku recesja się skończyła.
PRODUCENCI płytek z Włoch i Hiszpanii cieszą się największym prestiżem na całym świecie, a w szczególności płytki z kraju potomków Garibaldiego, które są synonimem wysokiej jakości i oryginalnego wzornictwa. W Polsce od początku lat dziewięćdziesiątych, wraz z wolnym rynkiem, rósł import włoskich okładzin i ich popularność. Polscy producenci kilkanaście lat temu byli daleko w tyle za europejskimi technologiami i oferowali nieatrakcyjne płytki słabej jakości. Immola, Marazzi czy Bisazza z roku na rok sprzedawały się coraz lepiej wraz z podwyższaniem statusu majątkowego części polskiego społeczeństwa. Tuż za Włochami plasowali się hiszpańscy wytwórcy m.in. z fabryk Keraben, Aparici, czy Viva. Według danych GUS import płytek w 1990 roku wynosił 3,3 mln m2, a dziesięć lat później około 40 mln m2. Niestety dobra koniunktura dla producentów i dystrybutorów produktów z Zachodu skończyła się w Polsce w raz z nowym wiekiem. Mniej więcej od roku 2003 rozpoczął się gwałtowny spadek zainteresowania, a co za tym idzie importu, okładzin ceramicznych z Włoch i Hiszpanii (patrz tabela obok).
Źródło recesji. Wpływ na to miało wiele czynników, ale głównym był rozwój technologiczny polskich produktów, ich promocja na rynku krajowym, no i oczywiście niższa cena w porównaniu do drogich produktów zachodnich.
– W ostatnich latach agresywna ekspansja polskich fabryk spowodowała znaczny spadek sprzedaży zagranicznych płytek. Stanowią one 12-14 % całego asortymentu ceramiki i sądzę, że będą się na tym poziomie utrzymywać – twierdzi Dariusz Piekarski właściciel firmy MAR&Partners, dystrybutora m.in. płytek Peronda i Alcalagres. Potwierdza to również Przemysław Wujastyk z firmy Art&Home przedstawiciela Ceramica Valverde i Ceramiche Ariana:
– Dokonała się zmiana strukturalna rynku płytek, polegająca na wyparciu zagranicznych produktów przez polskie czy nawet chińskie. Koniunktura na drogie płytki zagraniczne wiąże się m.in. z popytem na luksusowe mieszkania i apartamenty, a tych nie powstawało w ostatnich latach zbyt dużo. Dlatego w ostatnich trzech latach sprzedaż płytek importowanych z Zachodu ciągle spadała, ale w tym roku ta tendencja osłabła, a być może nawet zatrzymała się. Oczywiście nie ma mowy o jakimkolwiek wzroście.
Większość uczestników tego rynku twierdzi, że popyt na zachodnie okładziny ceramiczne osiągnął poziom, poniżej którego nie spadnie.
Możemy mówić śmiało o pewnej stabilizacji sprzedaży, która nie zmniejsza się gdyż odbior-
cą naszych płytek jest stała, wymagająca grupa zamożnych klientów. Poszukują oni oryginal-
nego wzornictwa i są w stanie zapłacić odpowiednią cenę. Z pewnością istotne znaczenie
dla produktów importowanych miał kurs euro. Niski kurs wymiany w roku bieżącym oraz otwarcie granic (więc i łatwiejsza logistyka produktów dostarczanych z zagranicy) także przyczyniły się do stabilizacji
– zapewnia Michał Tęsiorowski koordynator sprzedaży i marketingu firmy Villeroy&Boch Polska.
Największym problemem tego segmentu jest na pewno wysoka cena, która bardzo zawęża rynek. Polacy najczęściej wybierają produkty z średniej półki cenowej, a ta jest opanowana prawie w całości przez rodzimych producentów.
– Polscy wytwórcy bardzo dobrze promują swoje produkty. Wprowadzając je do sklepów zapewniają darmową ekspozycję – wykonują pełne aranżacje zupełnie za darmo. W przypadku płytek zagranicznych najczęściej musimy ponieść pełny koszt a tylko czasem jego część. W wypadku gdy otrzymujemy płytki na ekspozycję za darmo,wcześniej musimy zakupić odpowiednią ilość towaru danego producenta – mówi Dariusz Piekarski. – Przewaga polskich produktów tkwi także w logistyce, gdyż są one „na miejscu”, a np. płytki hiszpańskie trzeba przewieźć 3 tys kilometrów. Handlowcy są w stanie zmagazynować zaledwie kilka kolekcji, i większość modeli jest dostępna na zamówienie, które trwa średnio 1-2 tygodnie. Niektórzy klienci nie chcą czekać tak długo. Bardzo duży wpływ na zwiększenie popularności rodzimych kafli miały kampanie reklamowe krajowych producentów. Poprzez gazety i telewizję wytworzyli oni i utrwalili wizerunek polskich płytek, które zaczęły być postrzegane przez klientów jako atrakcyjne wzorniczo, dobre jakościowo i nie odbiegające od materiałów importowanych z Zachodu.

Luksus tylko z importu.
W polskie fabrykach w ostatnich latach dokonał się ogromny postęp, który miał wpływ na polepszenie zarówno jakości jak i wzornictwa. Po zajęciu średniego segmentu krajowi wytwórcy starają się swoimi kolekcjami konkurować z najwyższą półką produktową. Jednak według wytwórców i dystrybutorów zagranicznych płytek, nie stanowią oni dla nich żadnego zagrożenia.
Nie sposób mając, tak jak Polacy, zaledwie kilkudziesięcioletnie doświadczenie w produkcji płytek, konkurować z kilkusetletnią tradycją Włochów czy Hiszpanów. W tej branży ma to duże znaczenie i wpływa na współczesny produkt, w szczególności na wzornictwo. Polacy nadal kopiują zazwyczaj wzory zachodnie, chociaż zaczyna się to zmieniać i rodzimi producenci zaczynają zatrudniać designerów z Zachodu. Polacy kupują również najnowocześniejsze maszyny i technologie, co powoduje, że ich płytki nie odbiegają jakościowo od importowanych – twierdzi Dariusz Piekarski.
Przemysław Wujastyk wskazuje jeszcze inne powody, które uniemożliwią zdobycie przez krajowych wytwórców eksluzywnego segmentu.
– By robić produkty takiej klasy jak najlepsi zachodni wytwórcy nie wystarczy mieć takie same maszyny. Potrzebni są świetni projektanci i kreatywne firmy zajmujące się wzornictwem. Ważna jest także presja, jaką wywiera na producenta rynek i skala produkcji. Wytwarzając produkt ekskluzywny skierowany do wąskiej grupy odbiorców trzeba mieć bardzo szeroki rynek, by go rozprowadzić i sprzedać odpowiednią ilość. Włosi produkują swoje kolekcje w dużych ilościach, ale rozsyłają je po całym świecie. Polacy nie mają takiej możliwości, a nieopłacalne jest produkowanie małych partii płytek. Drugą sprawą jest, to że jeśli nawet polska płytka dorównuje jakościowo i wzorniczo zachodnim, to klient wybierze zagraniczną, gdyż często uważa, że produkt włoski czy hiszpański jest bardziej prestiżowy. Polska płytka praktycznie całkowicie zajęła średnią półkę, ale nie jest w stanie z wymienionych powodów zagrozić segmentowi najwyższemu.

Jak sprzedać?
Największym problemem importerów włoskich i hiszpańskich płytek jest znalezienie, dotarcie i nakłonienie klienta. By odnieść sukces należy według branży przekonać do swoich kolekcji projektantów, bo to oni są tak naprawdę głównym odbiorcą (chociaż pośrednim) i decydują często jakie materiały zakupi inwestor.
Potwierdza to Przemysław Wujastyk.
Architekci szukają do swoich projektów oryginalnego wzornictwa i produktu wysokiej jakości. Ale dotrzeć z ofertą do nich nie jest łatwo. Czasem nawet gdy się zachwyci projektanta ciekawym designem, to wcale nie oznacza, że użyje on naszych materiałów w swoich projektach, gdyż często mają one bardzo wysoką cenę, na którą nie zgodzi się inwestor. Na rynku są kolekcje, które kosztują nawet tyle co naturalny kamień, a w takiej sytuacji Polacy raczej decydują się na ten drugi materiał.
Jednak wysoka cena może być zdecydowanym atutem w sprzedaży tego asortymentu i to także za sprawą architektów.
– Jeżeli ludzie mają pieniądze to przychodzą z architektami, którzy dostają prowizję od materiałów wykorzystanych w projekcie. Im są one droższe tym większy zysk dla projektanta, i dlatego często namawiają oni inwestorów na płytki za które trzeba słono zapłacić – twierdzi sprzedawca jednego z warszawskich salonów.
Ale to nie jedyna droga pozyskiwania klientów. Producenci i dystrybutorzy poszukiwali różnych sposobów na pokonanie recesji i niektórym ta sztuka udała się.
Ważne jest zdobycie nowych obszarów rynku. My w ostatnim czasie stawiamy na budownictwo obiektowe, które rozwija się w Polsce dość dynamicznie. Produkty Villeroy&Boch najczęściej trafiają do biurowców i hoteli, ale także do restauracji i kawiarni. Do takich miejsc architekci wybierają głównie płytki gresowe (szkliwione i nieszkliwione), w jednolitych kolorach, co stanowi 90% procent sprzedaży obiektowej – mówi Michał Tęsiorowski. – Postawiliśmy także na profesjonalne ekspozycje The House of Villeroy & Boch, będące w pełni urządzonymi łazienkami, korytarzami itp.
Jedna z rzeszowskich hurtowni wykorzystała swoje położenie i sprzedaje płytki dla klientów z Ukrainy. Okazuje się, że nasi wschodni sąsiedzi przyjeżdżają do Polski w poszukiwaniu ekskluzywnych okładzin. Zamożni Ukraińcy wybierający drogie płytki (kosztujące 200-300 zł za m2) stanowią ponad 30% klienteli tego sklepu.
Struktura rynku płytek zagranicznych nie jest jednorodna i w ostatnim czasie uległa zmianie, na co zwraca uwagę Przemysław Wujastyk:
– Na polskim rynku jest zauważalne zwiększenie popularności płytek hiszpańskich w stosunku do włoskich. Jak wiadomo te drugie cieszą się największym prestiżem, ale producenci z Półwyspu Iberyjskiego bardzo uatrakcyjnili swoje wzornictwo i przy niższych od Włochów cenach znajdują coraz więcej nabywców.
Jak w każdym segmencie także w płytkach, jest cała grupa produktów pochodzących
z Chin. Są to najczęściej marnej jakości materiały, ale w bardzo niskich cenach. Głównym
kanałem dystrybucyjnym dla nich są hipermarkety budowlane.
Import z Chin jest sposobem na szybkie zarobienie pieniędzy, ale jest to ślepa uliczka. Rynek już nasycił się tanimi, niskiej jakości i małej atrakcyjności produktami azjatyckimi i na pewno ich sprzedaż nie będzie się już rozwijała – twierdzi Przemysław Wujastyk.
Po trwającym nieprzerwanie przez kilka lat spadku sprzedaży okładzin ceramicznych z Włoch i Hiszpanii sytuacja się ustabilizowała. Są także przesłanki wskazujące, iż w ciągu kilku najbliższych lat popyt na luksusowe płytki może się zwiększyć, gdyż prognozy rozwoju budownictwa mówią o zbliżającym się boomie zarówno w budownictwie mieszkaniowym jak i obiektowym. Analitycy mówią, że będzie powstawać coraz więcej luksusowych apartamentów, hoteli i biurowców, których inwestorzy mogą być odbiorcą płytek zachodnich wytwórców.
PIOTR DZIAKOWSKI

 

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA