Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Stan toalet publicznych w Polsce jest wciąż daleki od oczekiwanego.

REKLAMA

Letni okres sprzyja rozważaniom na temat stanu toalet publicznych w Polsce. Jakkolwiek ulegający zauważalnej poprawie, jest on wciąż daleki od oczekiwanego. Zły stan znacznej części publicznych szaletów od lat zawstydza i bulwersuje nie tylko turystów z zagranicy, ale także mieszkańców kraju. Rzeczywistość pokazuje jednak, że można ten stan zmieniać oraz – co ważniejsze – że to się naprawdę udaje.

Pomimo wielu niekorzystnych czynników, nie sposób nie zauważyć poprawy, jaka w ostatnich kilkunastu latach dokonała się w Polsce w sferze publicznych toalet. Najszybciej sytuacja ta poprawia się (osiągając niekiedy stosunkowo wysoki poziom) w przypadku obiektów handlowych (m.in. stacje benzynowe), usługowych itp., czyli wszędzie tam, gdzie poza niezbędnymi wymogami określanymi przez przepisy należyty stan toalet jest po prostu reklamą dla firmy. Nie dziwi w takich miejscach stosowanie antywandalowego wyposażenia, odpornych na zużycie płytek i bezdotykowej armatury. W podobnym kierunku ewoluują (w różnym tempie) toalety zlokalizowane w urzędach, szkołach, dworcach, obiektach kulturalnych itp., czyli w obiektach będących własnością państwa lub gmin. Co ważne, w nowych realizacjach uwzględniane są też potrzeby osób niepełnosprawnych.

STRUKTURALNE OGRANICZENIA. Inaczej sprawa wygląda w przypadku ogólnodostępnych, publicznych szaletów finansowanych przez gminy. Na te obiekty obowiązek nałożyła ustawa „O utrzymaniu czystości i porządku w gminach” z 13 września 1996 roku.
W dzisiejszych czasach straciły na znaczeniu słowa cesarza Wespazjana („pecunia non olet”). O ile w starożytności rentowność miejskich latryn można było znacząco podnieść poprzez sprzedaż moczu farbiarzom, o tyle obecnie szalety publiczne (nawet te zlokalizowane w centrach dużych miast) z reguły są deficytowe. Wpływy tylko w drobnej części pokrywają koszty obsługi, mediów, doraźnych remontów itp.
W takim np. Lublinie miasto dopłaca do kilku zlokalizowanych w nim szaletów publicznych ok. 30 tys. złotych miesięcznie. Z kolei w Szczecinie w ubiegłym roku udało się „odświeżyć” 8 z 15 miejskich szaletów. Odświeżyć, bo pomimo faktu, że połowie z nich należał się solidny remont, jednak nie było na ten cel stosownych środków. Na wspomniane modernizacje wydano 80 tysięcy złotych skupiając się na bieżących naprawach i odmalowaniu pomieszczeń. Na wymianę armatury czy płytek ceramicznych już nie wystarczyło środków.
Wymieniane kwoty, szczególnie w budżetach większych gmin, nie są dużymi wydatkami. Mimo to znajdują się w opozycji do bardzo wielu innych zadań własnych gmin pilnie wymagających finansowania, takich jak np. oświata.
Zapis ww. ustawy określa obowiązek finansowania toalet przez gminy jedynie w przypadku, jeśli one już istnieją. Jednocześnie nie obliguje on organów samorządu terytorialnego do zakładania nowych toalet, co generalnie nie sprzyja „odgórnej” poprawie sytuacji.
Remontuje się (i w ogóle utrzymuje) głównie toalety zlokalizowane w centrach miast, ponieważ ich utrzymanie jest mniej deficytowe. Mając do wyboru przeprowadzenie remontu, w skrajnym przypadku nakazanego decyzją Sanepidu lub zamknięcie szaletu, gminy wybierają to drugie rozwiązanie. Częstą praktyką, ze względu na konkretne zyski pochodzące z wynajmu położonego w dobrym punkcie miasta obiektu, jest przeznaczanie zajmowanego lokalu na inną działalność handlową lub usługową. Sposobem na złagodzenie dolegliwości takich decyzji jest dzierżawienie szaletów z zastrzeżeniem, że przyszły zarządca nie zmieni całkowicie profilu działalności i bez względu na niego będzie udostępniał przynajmniej jedno tzw. oczko do użytku publicznego.
Miasta ratują się poprzez ustawianie toalet przenośnych, szczególnie w okresie szczytu ruchu turystycznego, choć zdarzają się oczywiście takie wyjątki jak np. trójmiejski Park Nadmorski, w którym w niezrozumiały sposób od początku nie przewidziano obecności żadnych toalet stałych. Dobowy koszt utrzymania przenośnej kabiny wynoszący kilkadziesiąt złotych oraz szybkość z jaką można zaaranżować dostateczne zaplecze sanitarne przy ich użyciu są na pewno korzystne z punktu widzenia gmin. Z drugiej strony trącą one prowizorką i raczej nie przystają do europejskich standardów, do których Polska stara się aspirować.
W najgorszych przypadkach szalety publiczne są likwidowane. Dotkliwe jest to szczególnie w przypadku mniejszych gmin miejskich. W Jarosławiu np. w 2003 roku postanowiono przebudować pomieszczenia dotychczasowych szaletów publicznych na pomieszczenia sekcji monitoringu miasta. W Szczekocinach z kolei wybudowane przed 20 laty szalety publiczne mogą zniknąć, bo jak się okazało zostały one zlokalizowane na terenie dawnego żydowskiego kirkutu.
Zadania utrzymania toalet przez samorządy nie ułatwia także dający o sobie znać wandalizm, który dodatkowo pogarsza stan szaletów publicznych. Nie chodzi tu jedynie o graffiti, których twórcy bardzo sobie upodobali szalety, ale o celowe niszczenie wyposażenia toalet publicznych.
Konkretne gminy borykają się z dodatkowymi trudnościami, wynikającymi z uwarunkowań organizacyjnych. Jest tak np. w stolicy, w której organizacyjne skomplikowanie utrudnia odpowiednie administrowanie toaletami publicznymi (część jest np. własnością Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania).

POWOLI NAPRZÓD.
Krzywdzącym oczywiście byłoby stwierdzenie, że polskie gminy nie są zainteresowane poprawą stanu swoich toalet. W ciągu ostatnich kilkunastu lat sporo się w tej dziedzinie zmieniło i ciągle zmienia. Według danych Sanepidu liczba zewidencjonowanych szaletów publicznych wzrosła w ciągu ostatnich lat, chociaż tempo to nie było zbyt wielkie (tak na przykład między 2003 i 2004 rokiem w ewidencji przybyło 7 szaletów). Długo można by wyliczać przykłady miast, gdzie problem toalet publicznych rozwiązano z powodzeniem (głównie poprzez modernizację już istniejących obiektów). Uwagę zwraca to, że dbają o to także mniejsze miasta, takie jak m.in. Rawicz, Lanckorona, czy np. Sulęcin, w którym na remont toalet na dworcu autobusowym przeznaczono 30 tysięcy euro. Zabytkowe szalety zlokalizowane na rynku z należytym zaangażowaniem zmodernizowało miasto Nowy Targ. W Koźminie Wielkopolskim na szalety publiczne zaadaptowano dawne, bezużyteczne magazyny.
Deklaracje konieczności remontów dotychczasowych lub budowy całkowicie nowych toalet publicznych znajdują swe miejsce przede wszystkim w kompleksowych planach rozwoju dużych miast. Jest tak np. w olsztyńskim lokalnym programie rewitalizacji obszarów miejskich, czy we wrocławskim programie turystycznym. Znaczny wysiłek na budowę całkowicie nowych szaletów poniósł w tym roku Słupsk. Sztandarowym przykładem zaangażowania się polskiego miasta w modernizację toalet publicznych jest Kraków. Królewskie miasto od dawna borykało się ze złym stanem toalet publicznych, zwłaszcza tych w centrum. Postanowiono zmienić ten stan rzeczy, czego efektem było przekazanie z początkiem tego roku do użytku 4 toalet wyremontowanym w ramach programu „Toalety publiczne dla Krakowa”.

CENNE WSPARCIE Z ZEWNĄTRZ. Co znaczące, w akcję aktywnie zaangażowały się czołowe na polskim rynku firmy dostarczające wyposażenie łazienek i toalet publicznych, tzn. Sanitec Koło, Ceramika Tubądzin, Oras, Merida, Sopro, Nibe-Biawar i Lehnen. Firmy te przekazały nieodpłatnie materiały oraz elementy wyposażenia niezbędne przy pracach remontowych. Pomimo tak znacznego wsparcia zeszłoroczny remont trzech toalet w centrum Krakowa kosztował budżet miasta (finansujący prace remontowe) ponad 563 tys. zł. W całej sprawie smuci i dziwi fakt, że samorząd Krakowa nie był pierwszym podmiotem, do którego firma Sanitec Koło zwróciła się z propozycją bądź co bądź atrakcyjnej współpracy. Dopiero jednak z tej stony oferta spotkała się z należytym odzewem.
W bieżącym roku program producentów jest kontynuowany; przewiduje on generalny remont trzech szaletów w Sukiennicach.
Innym, znanym przykładem zaangażowania się firmy z branży w modernizację toalet była akcja „Za potrzebą do Europy” realizowana przez firmę Geberit. W jej ramach spółka wyremontowała m.in. toalety w Galerii Sztuki „Zachęta”, w Pałacu w Wilanowie oraz toalety publiczne w takich turystycznych kurortach jak Ustka, Łeba czy też Krynica. Najnowszą inwestycją zrealizowaną w ramach programu była modernizacja toalet w Muzeum Historycznym miasta stołecznego Warszawy.
Opisana działalność liderów rynku wyposażenia łazienek jest bardzo cenna i niewątpliwie warta naśladowania (efekt prestiżowy i reklamowy przy konkurencyjnej wartości zaangażowania). Rzeczywistość pokazuje jednak, że najważniejszym czynnikiem warunkującym rozwój publicznego zaplecza sanitarnego w Polsce jest dobra wola i świadomość stanu rzeczy wśród urzędników w gminach. Dobry stan toalet jest nie tylko jednym ze wskaźników kultury narodowej, ale również pokazuje, gdzie na czele gminy zasiada „dobry gospodarz”.
ANDRZEJ TOPCZEWSKI
ZDJĘCIA: ARCHIWUM MIESIĘCZNIKA ŁAZIENKA I URZAD MIASTA W SŁUPSKU

TOALETY PUBLICZNE WG SANEPIDU
Na 1835 ustępów publicznych skontrolowanych w ubiegłym roku przez Sanepid (96,9% pozostających w ewidencji – dla porównania w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii było ponad 100 tysięcy toalet publicznych), zły stan stwierdzono w 2,9% przypadków. W porównaniu z rokiem 2003 odsetek toalet ze złą oceną sanitarną nieznacznie się zmniejszył (o 0,4 %). W złym stanie były czynne jeszcze ustępy suche, nie podłączone do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej oraz toalety bez stałej obsługi. Z faktu, że ponad 90% publicznych toalet w Polsce uzyskało aprobatę Sanepidu nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków – generalnie ich standard odbiega od tego, czego życzyliby sobie ich potencjalni użytkownicy.


Z HISTORII POLSKICH TOALET
W Polsce w tej dziedzinie nigdy nie było za dobrze. Wielowiekowe zapóźnienia gospodarcze oraz generalny brak świadomości znacznej części społeczeństwa zaowocowały złym stanem sanitarnym.
Przedwojenne „sławojki” na przykład, których budowę i utrzymywanie w czystości nakazał gen. Felicjan Sławoj-Składkowski, jakkolwiek bardzo potrzebne, stały się ówcześnie obiektem wielu dowcipów, a satyrycy w niemiłosierny sposób wyśmiewali się z generała, który w latach 1936-39 pełnił funkcję premiera. Działo się tak, pomimo iż powszechnie wiedziano, jakie znaczenie ma higiena oraz jak bardzo Polska jest w tym zakresie zapóźniona. Świetnie wiedział o tym sam generał, który był z wykształcenia lekarzem, a w wojsku pełnił funkcję szefa służb sanitarnych. Do historii przeszedł jako kiepski szef rządu, jednak upowszechniony zwyczaj umieszczania przy każdej wiejskiej zagrodzie zbitej z desek latryny zapewnił mu w sumie przychylną pamięć wśród potomnych.
W późniejszych czasach podejmowano próby zmiany złego stanu zaplecza sanitarnego w Polsce. Jedną z bardziej znanych była pamiętna akcja „Kupą mości panowie” zorganizowana w 1987 roku przez Marka Kotańskiego. I choć jej celem było czyszczenie toalet publicznych, to miała ona także wskazywać na powszechny brak dbałości o otaczający świat i uwrażliwiać na czystość otoczenia. Generalnie jednak efekty tych wysiłków były nikłe. Skutkiem tego wszystkiego był m.in. fakt, że od początku lat dziewięćdziesiątych w zagranicznych przewodnikach turystycznych kwestia polskich toalet publicznych była kwitowana krótkim stwierdzeniem, że „toalety męskie oznaczone są trójkątem a damskie kołem” oraz że „ogólnie toalety publiczne są w większości przypadków płatne i znajdują się w złym stanie”.

REKLAMA

REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA