Partner portalu:
REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Andrzej Dobrut, Dyrektor Zarządzający firmy Geberit w Polsce

Andrzej Dobrut, Dyrektor Zarządzający firmy Geberit w Polsce mówi o tym jak zaczynał swoje zawodowe doświadczenie w branży, jak zmieniła się ona w latach 90-tych i przed jakimi wyzwaniami staje ona dziś.

REKLAMA

Moje doświadczenie zawodowe sięga początków lat 80-tych, a więc czasów, gdy „wszystkiego nie było”. Jako ambitny majster zatrudniony w budowlanej firmie polonijnej minimum raz w tygodniu udawałem się wynajętym „żuczkiem” i jego kierowcą na objazd podwarszawskich GS-ów w poszukiwaniu żeliwnych kształtek wodociągowych (nie pamiętam już czy to  ja, czy filmowe „treblinki” były pierwsze).

Najprzemyślniejsze fasony czarnych, żeliwnych kształtek po ich ocynkowaniu zamieniały się na budowie w zgrabne girlandy podejść pod cudem zdobyte czeskie kompakty, a nieliczni szczęśliwcy zamiast beżowej lamperii dokładali jeszcze wokół wanny opaskę z opoczyńskiej glazury w jedynie słusznym wymiarze 15x15.

Do kompletu - symbol szyku, czyli bateria wannowa z Pewex-u za 20 bonów. Młodsi czytelnicy mogą mieć problem ze zrozumieniem znaczenia takich słów jak „fason”, „GS” czy „bony Pewexu”. Odsyłam do internetu. „On” wie wszystko.

Lata olbrzymiego popytu

Wszystko zmieniło się z początkiem lat 90-tych. Z mojej perspektywy najistotniejsze w rozwoju branży łazienkowej było błyskawiczne zagospodarowanie popytu, który okazał się być gigantyczny jak na owe czasy.

Nasi przedsiębiorcy natychmiast skorzystali z otwartych granic. Jedni udali się na zakupy dla swoich nowo otwartych sklepów przekształcanych błyskawicznie w hurtownie, inni inwestowali cały swój majątek w narzędzia do produkcji. Najnowsze wzornictwo zostało przyjęte w naszych łazienkach praktycznie „w biegu” i zupełnie naturalnie.

To moim zdaniem jeden z największych ewenementów w branży. Do dzisiaj sąsiednie, generalnie bardziej zamożne rynki (Czechy, Wegry) zachowują się pod tym względem daleko bardziej konserwatywnie.

Pod koniec lat 90-tych praktycznie wszyscy liczący się producenci tego segmentu byli już w Polsce obecni w sensie biznesowym. Część z nich zainwestowała olbrzymie środki w przejęcia lub nowe zakłady produkcyjne, inni stworzyli mocne organizacje dystrybucyjne, jako że i rynek hurtowy nabrał bardzo szybko profesjonalnych kształtów. Moim zdaniem to następny ważny element rozwoju.

Przełomowe technologie

Nie sposób przemilczeć roli nowych technologii. W promieniu tysięcy kilometrów nie znajdziemy rynku, na którym klasyczny, natynkowy zbiornik spłukujący zakończyłby swoje „łazienkowe życie” w tak krótkim czasie, oddając pole stelażowi ze zbiornikiem podtynkowym, potocznie zwanym Geberitem. Na rynkach po drugiej stronie Tatr, stary poczciwy dolnopłuk ciągle jest sprzedawany w setkach tysięcy sztuk rocznie.

Podobnie wygląda temat armatury. Jeden uchwyt, mieszacz pod tynkiem i trudno spotkać inne rozwiązanie. Dla mnie - fenomen. Przykłady można mnożyć - bezbrodzikowe systemy natryskowe wraz z odpływami ściennymi, urządzenia higieny intymnej eliminujące z użycia papier toaletowy, ceramika typu „rimless” i wiele innych.

Myślę, że jesteśmy na progu następnej eksplozji - elektroniki wprzęgniętej w służbę higieny i oszczędności wody. Bezdotykowość w służbie zaspokajania potrzeb toaletowych i fizjologicznych w naszej nowoczesnej łazience ma już tylko jedną barierę do pokonania - barierę bielizny użytkownika. I nie jestem do końca przekonany, czy w tym punkcie nie należałoby zwrócić się ku kolejnym, niezbadanym jeszcze tematom. Przynajmniej jeden, ten najbliższy ciału gadżecik, pozostawiłbym w klasycznym, a więc manualnym  władaniu właściciela.

A przed nami...


REKLAMA


Rekomendowane dla Ciebie


REKLAMA

Newsletter

Najciekawsze artykuły z naszego serwisu codziennie w Twojej skrzynce
REKLAMA